Schowaj/Wysuń odtwarzacz Youtube
zamknij okno i wyłącz film     odtwórz dowolny film z YT
Na forum są teraz:
Avatar użytkownika Argon, Avatar użytkownika neo, Avatar użytkownika stefan12, Yahoo [Bot]
e775a5bb7b3f6c32262085d87ceee9bf
LIVE-STREAM FN Data następnego streamu zostanie wkrótce podana
brak nowych PW
e775a5bb7b3f6c32262085d87ceee9bf
Strona 1 z 1 [ Posty: 25 ] Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku

Pokaż pierwszy nieprzeczytany post

Drukuj
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość
Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 00:46
Antybristler
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pierścienie Saturna
Ostatnio widziany(a):
niedziela, 12 lis 2017, 16:14
 
   
+1
No więc spędziłem ostatni rok w krainie wiatraków i postaram się tutaj opisać co mnie spotkało.

Jak niektórzy wiedzą to kiedyś borykałem się z problemem wiecznego bezrobocia, więc zdecydowałem się na radykalny krok opuszczenia kraju.

Wyjechałem przez agencję, która biuro ma w Gdyni, więc przed wyjazdem musiałem odwiedzić to miasto by dokonać formalności. Udało mi się jeszcze tego dnia spotkać z użytkowniczką mistrzów, która zdążyła mnie jeszcze oprowadzić po mieście :P Nocowałem u wujka, który mnie nieco spił i następnego dnia chory i skacowany wsiadłem w Sindbada i pojechałem świat.

Podróż trwała 18 godzin i w końcu wysiedliśmy w Utrechcie razem z całą grupą, która również wyjechała przez tę agencję. Stąd mieli nas zabrać na przypisane ośrodki (ja miałem trafić do Oss, ale niektórzy dostali telefon, że im się ostatecznie pozmieniało, do mnie w sumie nikt nie dzwonił, więc pomyślałem, że dalej aktualne). W końcu przyjechał bus do Oss, ale nie miał mnie na liście. No to dobra, czekam na kolejne, ale kolejni kierowcy też nie mieli mnie na liście i ostatecznie się rozjechały wszystkie grupy, zostałem tylko ja sam w obcym dla mnie kraju xd. No, ale podzwoniłem (na początku była panika, bo jeszcze nie ogarniałem jak numery wpisywać) i okazało się, że jednak powinienem być w Oss, ale zapomnieli mnie do listy dopisać i już wysyłają busa.

W końcu ktoś po mnie przyjechał, pogadałem sobie z kierowcą i dowiedziałem się, że ta agencja ma burdel w papierach i zawsze musi coś od....ać. W końcu dojechałem do tego Oss, dostałem pokój, kluczyk, wszystko fajnie. Zamieszkałem w 4 osobowym bungalu, gdzie okazało się, że mieszka ze mną kierowca, który był właśnie rano po ludzi w Utrechcie i mnie pamięta :D Mieszkała z nami również parka ze Słupska z którą współlokator toczył wojny, bo mieli w zwyczaju nie myć naczyń itp, a to go bardzo denerwowało. Ja się z nim dogadywałem.

Następnego dnia byłem zarejestrować się w urzędzie i jeszcze tego samego dnia pojechałem do pierwszej pracy z której zostałem wy....any za --Cenzura-- angielski, a szkoda, bo praca fajna i pracowała tam też ta parka z którą mieszkałem. Trochę się zasmuciłem, ale na drugi dzień byłem już zaplanowany na inną firmę. Tam mi się akurat powiodło i pracowałem tam już "na stałe" i nawet jeśli kiedyś wrócę do Holandii to tylko na tę firmę :D No i okazało się, że też pracuje tam mój współlokator, ale na innym dziale.

Praca mi się również podobała (zbieranie zamówień do sklepów ze sprzętem AGD). Poznałem tam ludzi, którzy również mieszkali na tym samym parku co ja i zaczęliśmy się integrować. Zaczęło się od urodzin koleżanki, skończyło na praktycznie cotygodniowych grillach (najczęściej u mnie) i naprawdę bardzo miło wspominam tamte czasy. Później, po jakichś 2 miesiącach okazało się, że wszystkich ludzi z mojej firmy czeka przeprowadzka na inną lokację. Trochę to zabolało, bo znałem trochę osób z innych firm i żal było się rozstawać, no ale jak trzeba to trzeba.

Trafiliśmy na Maarssen, było nas całe 12 osób i czekały na nas 4 domki 3-osobowe. Byliśmy zgraną paczką, więc się podzieliliśmy kto z kim mieszka i przygarnęła mnie przesympatyczna parka z Rzeszowa. Na ośrodku mieszkali też Holendrzy i Polacy z innych agencji. Grille trwały dalej, lokacja była idealna na lato, bo zaledwie 100 metrów od domku miałem jeziorko i czas sobie słodko mijał w przyjemnym towarzystwie. No, ale jednym ludziom się umowy kończyły, pojawiali się nowi i nie tylko ja miałem wrażenie, że coraz gorsi...

Pewna sytuacja: Do znajomego w nocy na domek wbiły jakieś typy i mówią, że zostali tu zakwaterowani. On ich wyprosił bo to przecież była noc, a oni w dodatku się włamali xd. Na drugi dzień okazało się, że jakieś domki holendrów zostały okradzione, a po południu zjawiają się znowu ci sami kolesie tym razem już oficjalnie mieli być zakwaterowani, a tu zgarnia ich policja, bo właścicielka ośrodka miała wszystko na nagraniu jak oni kradli xd.

No i jeszcze mi się przypomniała sytuacja z Oss, gdzie najarany koleś wziął sobie agencyjnego busa i wjechał do kanału i wyławiały go helikoptery :D

No i było jeszcze więcej incydentów, może później opiszę, bo przyjeżdżała coraz większa patola. Ostatecznie moja kochana parka mnie opuściła, bo przenieśli się na prywatne mieszkanie (co zabawne wychodzi to dużo taniej, bo co agencja zdziera za te domki to chore, a warunki nieporównywalnie gorsze w porównaniu z mieszkaniem prywatnym).

Po mieszkaniu jakichś 2 tygodni samemu dostałem nowych współlokatorów. Para po 30, więc chyba nie mogłem lepiej trafić?
Pierwsze słowa gościa, kiedy go oprowadzałem po bungaliku: "ja *****, w celi miałem więcej miejsca". Aha, fajnie. Jakim cudem agencja ode mnie wymagała zaświadczenia o niekaralności, kiedy spotykam już kolejną osobę, która siedziała w pierdlu? Ale spoko, każdy popełnia błędy, nie będę taki uprzedzony.

Gość wywalił z połowę wyposażenia domku, bo stare, brzydkie i agencja ma zapewnić nowe xd. Ja tam wiedziałem, że nic z tego nie będzie, bo z poprzednią parką o głupi śmietnik walczyliśmy bardzo długo, a i tak większość rzeczy musieliśmy sami dokupić. Później okazało się, że miałem rację i sami musieli dokupować, ale za to ludziom rozgadali, że się nie dokładałem (no kurde to nie ja wyrzucałem wysłużone, acz jeszcze sprawne rzeczy, ale niech już będzie, że to moja wina).

Para z dnia na dzień mnie coraz bardziej irytowała. Tak negatywnie nastawionych ludzi jeszcze nie spotkałem, a sam jestem marudą. Wieczne narzekanie, nastawienie takie, że wszyscy i wszystko chce ich oszukać i okraść, że pracowali w jakiejś tam innej agencji i tam było lepiej (ile razy chciałem powiedzieć, że tutaj nikt ich na siłę nie trzyma, ale wolałem sobie darować i to znosić, bo w końcu i tak ich wyjebią).
Parę razy przy mnie gość dzwonił do tej poprzedniej agencji, groził im adwokatami, mediami, że ma na nich haki itp. No, ale jakoś tylko na pogróżkach się kończyło.
Raz coś im się tam wypłata nie zgadzała (w rzeczywistości nie umieli czytać tabelki, ale nic nie mówiłem :D) no to gość zadzwonił z tym do ambasady...
Typ był agresywny i wiecznie się kłócił ze swoją babą, chyba nigdy nie było 5 minut spokoju. Kłótnie zawsze były o byle pierdoły, ale takie intensywne, że przy kłótni o kanapkę darł ryja jakby mu ktoś rodzinę zabił. Babka 37 lat, a też głupsza od nastolatki. Miała jakiegoś tam męża, ale od niego odeszła, bo pił i związała się z takim gościem, no gratuluję.

Gdy byłem na urlopie to próbował upozorować kradzież swojego "auta", ale ostatecznie chyba się rozmyślił. Dokładnie historii nie opowiem, bo znam z opowieści.

Jak wróciłem z urlopu to wbijam do swojego pokoju, a tam jakieś pudła, otwarte okno, liści naleciało, ogólnie syf i żal, że nie porobiłem zdjęć przed wyjazdem do Polski. Ale już trudno, posprzątałem i położyłem się spać. Od ludzi dowiedziałem się, że pod moją nieobecność rozpowiadał, że nie dbam o higienę, nie sprzątam, a ich terroryzuję :D

Pewnego dnia tak pokłócił się ze swoją babką, że rzucał rzeczami, które kupiła dla syna, powyżywał się na roślinkach doniczkowych tnąc je nożyczkami itp. No ogólnie większy psychol niż myślałem. Ona już tam zapłakana, rozstają się, on się spakował i gdzieś pojechał, ona mówi, że z nimi koniec i wraca do Polski, a ja się cieszę, że się uwolnię od tych baranów. Ale po paru godzinach wrócił z browarami i znowu wielka miłość...

Jakiś czas później ostro zwyzywał koleżanki w busie, one poszły z tym na skargę do agencyjnego koordynatora, więc i ja postanowiłem się przyłączyć i opowiedzieć jak mi się z nimi mieszka. Gość powiedział, że spoko, że się tym zajmie.

Współlokator jakoś dowiedział się, że na niego nakablowałem i zaczął się mścić. Miałem cały tydzień gróźb, ubliżania i opowiadania bajek o mnie ludziom. Przy jednym z ataków swojej wścieklizny powiedział, że skoro mi się nie podoba mi się mieszkanie z nim to mam wyp.....ć, a ja spokojnie odpowiedziałem, że byłem tu pierwszy i poza tym on też ma taką możliwość no i wtedy dostał jeszcze większej wścieklizny, złapał mnie za głowę i napluł w twarz. On gdzieś wylazł, ja szybko się przebrałem i umyłem, żeby zmyć z siebie te więzienne hify i syfy, a on wrócił z przydupasem park menagera, któremu naopowiadał bajek. Ja wszystko wyjaśniłem na spokojnie, współlokator się znowu zagotował i opluł mnie przy tym gościu. Zero reakcji, gość sobie poszedł.

Wkrótce czekała nas przeprowadzka, bo właścicielka parku wypowiedziała umowę agencji, bo polaczki nie potrafili się zachować i zdewastowali parę bungali i nas tu nie chce. Przed przeprowadzką zawitał do mnie sam park menager i mówił, że dostaje telefony, że się niewłaściwie zachowuję, no to ja mu tłumaczę, on mówi, że mi wierzy i czy wytrzymam do wyprowadzki. No ja mówię, że tyle to już wytrzymam.

No i mamy dzień wyprowadzki. Ja już swoje rzeczy i pokój ogarnąłem. Leżę sobie w łóżku i czekam na upragnioną przeprowadzkę. Nagle wbija do mnie do pokoju jakiś typ i drze japę, że mam pomóc sprzątać salon współlokatorowi, że jestem taki, owaki, bla bla bla. Ja mówię, że nie będę sprzątał, bo już nie korzystam z salonu (od urlopu nie korzystałem, bo odłączyli wszystkie moje sprzęty i w.....li do pokoju, nie lubię się narzucać, więc już się tam z niczym nie instalowałem). No to typ jeszcze bardziej powrzeszczał i poleciał po przydupasa menagera, który też na mnie powrzeszczał i straszył karami. No smutno mi się zrobiło, że nagle wszyscy zaczęli wierzyć temu bandziorowi, ogarnąłem salon i burdel, który celowo i na złość współlokator mi zrobił.

Przed samą wyprowadzką, współlokator przewrócił celowo moją suszarkę do ubrań, tym razem miałem już wszystko w d...ie, więc nawrzeszczałem na niego i powiedziałem co o tym wszystkim myślę. On widać, że się nieźle zdenerwował to wyszedłem na zewnątrz, żeby w razie pobicia mieć świadków. Opluł mnie znowu, przy ludziach, a właściwie to próbował opluć, bo wiatr zawiał i poleciało na niego ;p Podbił do mnie nagle typ ten co mi wparował do pokoju i drze na mnie ryja, że to ja się z ludźmi kłócę i mam się uspokoić... I całe s.......e towarzystwo, które się na wszystko gapiło go poparło.

No nic, zapakowałem się już do busa i jadę na nową lokację - Gouda. Zastanawiałem się inni wytrzymają z moim "przyjacielem" dłużej niż tydzień.

Przeprowadzka była w sylwestra tak w ogóle. Wypakowałem się w nowym bungalu, w sąsiedztwie zamieszkał mój były współlokator. Nadeszła noc, imprezy. Słyszałem jak typ opowiada o mnie ludziom, co jakiś czas pod oknem słyszałem "Krzychu, ty stara k...o!!!". Potem słyszę awanturę, moi nowi współlokatorzy w oknach, ja się dołączam. Gość drze ryja jak zwykle, jacyś inni próbują go uspokoić, wywiązuje się bójka, on ich rozwala, jednego przewraca i jeszcze rzuca w niego rowerem. Przyjeżdża policja, on zaczyna zgrywać ofiarę i ryczeć. Wyszedłem na zewnątrz, gdy już było bezpiecznie, bo w sumie byłem zaproszony na sylwestra do znajomych, ale przez tę akcję wolałem nie wychodzić. I zobaczyłem jego zaryczaną mordę w radiowozie, najpiękniejszy widok, który dużo wynagrodził <3 Na sylwestrze jeszcze zjawił się koleś, który się z nim kumplował i zaczął go bronić, że na pewno ktoś mu coś dosypał do drinka... Powiedziałem co o tym myślę, ale prawie wywiązała się kłótnia, więc już dałem sobie spokój.

Potem mieszkałem już z normalnymi ludźmi i było okej, chociaż 80km od miejsca pracy, co na dłuższą metę męczyło i postanowiłem wrócić do kraju. Ale co tamten mi napsuł krwi to jego, no i przez te jego bajki dalej niektórzy na mnie krzywo patrzyli, niby nie powinienem przejmować się opinią jakiejś patoli, ale przykro mi było.

Później z plotek dowiedziałem się jeszcze, że gość dostał zakaz wstępu do Holandii,a w Polsce miał jakieś nieuregulowane problemy z prawem, więc mam nadzieję, że to prawda i go tam ostro bolcują w tym pierdlu.

Mam jeszcze sporo historii, nie tylko negatywnych i wiedzy o Holandii, więc pytajcie śmiało :P A tą historią musiałem się podzielić, bo dalej jak sobie ją przypominam to nie mogę sobie poradzić z gniewem.

Obrazek
Świat bez Żółwi byłby dużo mniej żółwiowy, bez ektoplazmy mniej ektoplazmowy, bez orbów mniej orbowy, bez Cameroonów mniej cameroonowy, a bez tajemniczych śnieżnych kul mniej tajemniczośnieżnokulowy...
Ostatnio edytowano piątek, 14 lip 2017, 01:49 przez szczyglis, łącznie edytowano 4 razy
Powód: Bluzg bluzga poganiał. Wykropkowałem.
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 01:03
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Chyba mamy jakiś tydzień otwartych serc na Nautilusie ostatnio, bo wszyscy zaczynają pisać o swoich życiowych rozterkach :roll:
Przeczytałem, fajne historie i jak masz więcej to wrzucaj, tylko nie bluzgaj tak! Pamiętaj, że jak bluzgasz w postach, to gdzieś na świecie cierpi mały żółw. Pozamieniałem Ci te wszystkie epickie słowa.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 05:30
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
Ciekawe te wojaże, a tylko z Polakami mieszkałeś?
A ja się zastanawiałem gdzieś ty na tyle zaginą, a ty z recydywą walczyłeś, nie zazdroszczę :killem:

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 08:18
Antybristler
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pierścienie Saturna
Ostatnio widziany(a):
niedziela, 12 lis 2017, 16:14
 
   
0
Głównie mieszkałem z Polakami, a w ostatnim miejscu jeszcze była Słowaczka. Panuje tendencja, że coraz mniej ludzi z Polski chce pracować, a jak już się ktoś zjawia to coraz częściej taki margines :(

Obrazek
Świat bez Żółwi byłby dużo mniej żółwiowy, bez ektoplazmy mniej ektoplazmowy, bez orbów mniej orbowy, bez Cameroonów mniej cameroonowy, a bez tajemniczych śnieżnych kul mniej tajemniczośnieżnokulowy...
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 09:39
neo
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Na Nibiru
Ostatnio widziany(a):
środa, 22 lis 2017, 15:33
 
   
+1
podróże kształcą :)
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 14:06
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
Antybristler napisał(a):
podróże kształcą :)


:lol: no patrząc na tego ostatniego lokatora

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 16:39
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
+1
No dobra, teraz jeszcze raz wszystko przeczytałem, bo wczoraj nad ranem to już byłem tak zmęczony, że pokropkowałem bluzgi i zapomniałem w sumie o czym czytałem. Ja powiem tak: wszędzie jest patologia niestety, czy to w kraju, czy za granicą zawsze się trafi na jakiegoś barana, a na to jest tylko jeden sposób, który naprawdę działa - taki że od pierwszego wrażenia człowiek musi pokazać, że w razie czego to on rozstawi do kąta. Innego sposobu nie ma i nigdy nie było, bo jak człowiek sobie raz pozwoli wejść na głowę to już tak zostanie. Opcja trochę brutalna, ale jedyna działająca. No i działa na wszystkich.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 18:16
Argon

reputacja wyśmienita
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
środa, 22 lis 2017, 15:33
 
   
+1
Jak sie jedzie za granice ale nawet w Polsce szukajac pracy w wiekszym meiscie i nie dysponuje sie wiekszym budzetem to niestety, wynajmujac tylko pokoj w wiekszym domu, niestety trafia sie na cala game patologii.
Zauwazylem, ze baaaardzo ciezko jest znalezc normalnych ludzi na wspolne mieszkanie.
Tam gdzie do pracy "nic nie trzeba umiec" i praca jest fizyczna, malo platna to garnie sie cala patologia z roznych krajow.
Ja juz przeszedlem swoje, wole wynajmowac sam mieszkanie, kosztuje mnie to 2 razy wiecej jak pokoj ale jestem sam, mam spokoj, porzadek a jak bajzel to moj bajzel.
Przez lata mieszkania za granica, mieszkalem w wspoldzielonych domach, masakra z ludzmi!!!
Masa takich co nie maja pieniedzy na oplacenie rachunkow, a zuzywaja pradu, wody i gazu, i ztym sie nie lica, za to maja kase na piwo, papierosy, marihuane, dopalacze.
Oznacza to brud w kuchni i jadalni, porozlewane mleko, ketchupy, rozsypana maka, cukier, i co tylko na stolach, mikrofalowka wyglada wewnatrz koszmarnie od brudu ale takim to nie przeszkadza. Korzystanie z zawartosci cudzej lodowki tez jest norma, tak samo kosmetyki w lazience.

Ja mialem sposob na znikajacy mi cukier w szafki w kuchni - zaczelem dosypywac do mojego cukru soli i proszku do prania. Wspolokatorzy jak sobie poslodzili taka mieszanka to im sie odechcialo brac. Mialem tego dosyc bo przez tydzien "wyszlo mi" kilo cukru na oslodzenie 4 herbat, no i 21 torebek herbaty, tylko ze wypilem 4 z podelka 25 torebek. Tak samo znikaly mi talerze, garnki, patelnie, potluczone talerze znajdywalem w koszu na smieci, garnki i patelnie poprzypalane.
Przyszedlem raz z pracy, ugotowalem obiad a tu nie ma mojego glebokiego talerza do zupy, w koszu potluczony lezal!!! Musialem zupe jesc z garnka bo mialem tylko 1 talerz gleboki, dobry, z Polski przywieziony. Raz tez nie zastalem takiego mojego "zaroodpornego naczynia", taki produkt jakiejs polskiej huty szkla, chociarz nie robie pieczonek ale naczynie bylo z czystego szkla, i mocno odporne na stlucznenie sie, bo jak spadlo z poziomu stolu to przetrwalo calkiem spokojnie - tak to bylo odporne, jezdzilo ze mna po swiecie z 10 lat, a ktoregos dnia przepadlo na zawsze z mojej szafki.

Problemy z routerem - oczywiscie nikt nie ma kredytu na telefonie zeby do ISP zadzwonic, tylko ja musialem dzwonic i uzerac sie z call centre, tlumaczyc im ze ja te CCNA jednak jestem i na sieciach, routerach sie rozumiem, i widze ze wina jest po stronie routera a nie mojego komputera, co mi call centre sugeruje. bo jakos 2 moje kompy dzialaja po stronie LAN, ze sobie moge moge wylac pliki miedzy nimi i to przez dodatkowy switch Cisco, widze kompu uytkownikow w domu ale strona WAN nie ma IP. Co sie loguje do routera, to widze, ze wspolokatorzy siedza po 24h na dobe sciagaja pirackie filmy, ogladaja to na wielkich plaskich telewizorach, tylko ze rachunkow za prad i i internet za bardzo nie maja oplacic z czego, tylko na internecie im zalezy. Za to kosze na smieci wypelnone butlami i puchami po piwie, w domu napalone papierosami, trawka i dopalaczami, na to kase maja. Wynioslem sie do innego miasta, w okolicy, sam mieszkam, kosz na recycling moge wypelniac cos z 6 tygodni puszkami, buetelkami i sloikami, a nie jak poprzednio ze po paru dniach byl pelny, smieci ogolne tez tak samo ledwie co na dnie kosza lezy, co 2 tyg wywoza pare malych torebek, kosz pusty - poprzednio co tydzien 2 duze kosze byly za male zeby te smieci pomiescic, nikt mi nie wygrywa debilnej muzyki do poznej nocy. Do lazienki ide kiedy chce, a nie czekam 0.5h az tak ktos sie nasteka i wyjdzie, do pralki tak samo a nie, ze ktos 2 h najdluzszym cyklem pralki 1 koszulke pierze i nie nie liczy sie ze ktos w tym domu jeszcze mieszka i tez chce ugotowac jedzenie, zrobic pranie, skorzystac z lazienki. Przeboje mialem ze wspollokatorami i wole mieszkac sam, kosztuje wiecej ale jest czysto, spokoj, porzadek. Poprzednio to brud, chlew, syf, swiatla pozaswiecane dzien i noc, przez takich co to na rachunek za prad nie mieli pieniedzy ale zima pradem sie dogrzewali i zuzywali na maxa.

Mialem takiego w domu co to chlal i cpal na na rachunki nie mial, slodzil kawe sypiac cukier prosto z torby do szklanki, taka kultura, chlew zrobil w mikrofali i mu to nie przeszkadzalo, jezdzil starym BMW, z ktorym sie fotografowal, wstawial fotki na swoim profilu na FB jakim to on autem jezdzi w w Anglii. Tylko ze nie mial kasy auta ubezpieczyc, nie jezdzil gdzies dalej, tylko moze ze 2 km o od domu do pracy, a jak musial zrobic obowiazkowy coroczny przeglad to znajomy mu podjechal swoim autem, przelozyli wszystkie 4 kola, bo dobre byly, pojechal zrobic przeglad, jak wrocil to przekladali wszystkie kola z powrotem, bo w tym swoim BMW mial prawie lyse, ktore by przegladu nie przeszly, ale na FB wstawial fotki jakie to on BMW ma.

Dosyc tego.
Ksiazki moglbym napisac jaka to holote spotkalem na takich domach gdzie sie mieszka w kilku. Jak sie trafia ludzie z Indi, Pakistanu, Bangladeszu, Afryki to mozna miec pozatykane zlewy, stos nie umytych talerzy w zlewach, nic nie zrozumieja jaki kosz na recycling a jaki na smieci ogolne, mimo instrukcji na nich napisanych a w kuchni bedzie smierdziec jakby tam padlina sie rozkladala. Kultura takich ludzi to wspolne obiady, siedzenie na podlodze ( nie przy stole) przy misie ryzu i jedzenie tego ryzu palcami, a nie sztuccami.

Normalnych ludzi ciezko znalezc na wspollokatorow

The truth is out there
Ostatnio edytowano piątek, 14 lip 2017, 19:42 przez Argon, łącznie edytowano 1 raz
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 18:33
Antybristler
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pierścienie Saturna
Ostatnio widziany(a):
niedziela, 12 lis 2017, 16:14
 
   
+1
O właśnie, sporo z tych przykładów przeżyłem na własnej skórze. Dodam od siebie jeszcze pety na podłodze i ogólne palenie i kręcenie papierochów wszędzie gdzie się da i wszędzie rozwalony tytoń.

Cytuj:
jest tylko jeden sposób, który naprawdę działa - taki że od pierwszego wrażenia człowiek musi pokazać, że w razie czego to on rozstawi do kąta.

Może i dobry pomysł, ale gość był ode mnie 2x większy.

Obrazek
Świat bez Żółwi byłby dużo mniej żółwiowy, bez ektoplazmy mniej ektoplazmowy, bez orbów mniej orbowy, bez Cameroonów mniej cameroonowy, a bez tajemniczych śnieżnych kul mniej tajemniczośnieżnokulowy...
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 18:38
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Antybristler napisał(a):
Może i dobry pomysł, ale gość był ode mnie 2x większy.


Jak jest 2x większy, to zawsze można udawać wariata. Też zadziała. :idea:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 18:51
Antybristler
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pierścienie Saturna
Ostatnio widziany(a):
niedziela, 12 lis 2017, 16:14
 
   
+1
Mały, ale wariat :D

Obrazek
Świat bez Żółwi byłby dużo mniej żółwiowy, bez ektoplazmy mniej ektoplazmowy, bez orbów mniej orbowy, bez Cameroonów mniej cameroonowy, a bez tajemniczych śnieżnych kul mniej tajemniczośnieżnokulowy...
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 14 lip 2017, 19:14
Argon

reputacja wyśmienita
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
środa, 22 lis 2017, 15:33
 
   
+1
Taka fotka zawartosci lodowki moich dawnych wspolokatorow sprzed paru lat, co ich opisalem powyzej, jakosc fotki moze nie najlepsza, robiona kieszonkowym patefonem od Apple:

Obrazek

to tacy co nie mieli co jesc, oplacic rachunki ale w lodowce......
To jest zawartosc lodowki tego od BMW opisanego powyzej, i paru innych w domu co nie mieli kasy na rachunki
kasy nie mieli na nic, no poza zawartoscia lodowki spozywana chyba co dziennie

The truth is out there
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 03:43
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
+1
Aż mi się przypomniały młode, stare czasy (jak to brzmi), gdy pomieszkiwałem w akademiku, jak spojrzałem na tą lodówkę. Bo to wygląda jak typowa akademicka lodówka - alkohol tylko nie ten i brakuje kotletów sojowych. Tylko ile ja miałem wtedy lat? 20? Ja to się zastanawiam co tutaj siedzi w głowie. Smirnoffa jeszcze zrozumiem, bo to wódka, ale Daniels, czy Grants - "jestem panisko, bo nie mam co do garnka włożyć, ale mam whisky"? Zabawne.

Ale ja Wam powiem, że tak naprawdę jest wszędzie. Jak byłem młody to dorabiałem tu i tam, na różnych budowach głównie i co tam się odprawiało to też by można różne historie opisać. Ja miałem na to ciekawy ogląd, bo szedłem tam do pracy, a nie pić i z tego co pamiętam, to już w porze obiadowej byłem tam jedynym trzeźwym człowiekiem w całej ekipie, więc to co ja widziałem na trzeźwo, a co dla nich mogło wydawać się fajne, bo cały czas po alko to moje. Też jakie tam historie odchodziły, to nawet nie chce mi się tego wspominać, bo teraz to ja sam siebie bym musiał wykropkować. Obraz nędzy i rozpaczy. Teraz od jakiegoś czasu mój brat (cioteczny) zajmuje się takimi rzeczami. Bierze zlecenia, łapie podwykonawców i robią różne takie, to też - co się tam wyczynia to chłopak musi po kilka razy dziennie przyjeżdżać na budowę, żeby zobaczyć nawet nie to jak idą prace, tylko czy wszyscy tam jeszcze trzymają się na nogach. Bo niech teraz któryś nachlany spadnie z rusztowania, czy coś, to beknie za to on. Jeden już raz spadł, ale go jakoś poskładali.

Jest taki stereotyp Polaka pijaka gdzieś w robocie. I niestety, ale - jest prawdziwy, a od alkoholu cała patologia się zaczyna.

A tak w ogóle:
Antybristler napisał(a):
Pewnego dnia tak pokłócił się ze swoją babką, że rzucał rzeczami, które kupiła dla syna, powyżywał się na roślinkach doniczkowych tnąc je nożyczkami itp. No ogólnie większy psychol niż myślałem. Ona już tam zapłakana, rozstają się, on się spakował i gdzieś pojechał, ona mówi, że z nimi koniec i wraca do Polski, a ja się cieszę, że się uwolnię od tych baranów. Ale po paru godzinach wrócił z browarami i znowu wielka miłość...


Ten patus i jego życiowa wybranka, to nie byli z czasem Sebastian i Karina + synek Brajan? Bo ten stereotyp też nie wziął się z niczego, a opis pasuje.
Cóż, gościowi niech bolcowanie niechaj ciężkie będzie, jeśli go rzeczywiście tutaj w Polsce przymknęli. Zawsze też możesz Krzysiu zaopatrzyć się w laleczkę voodoo i zrobić swoje.

A powiedz, wyszedłeś chociaż na swoje z tym wszystkim (w sensie - zarobkowo), pomijając te różne, dziwne historie? Bo z tego co wiem od paru znajomych, co też się po Holandii włóczyli to nawet idzie co nieco zarobić.

O, a właśnie - to mi się teraz przypomniało - znam gościa, który jakiś czas temu wrócił z Holandii, choć słowo "wrócił" może nie za bardzo tu pasuje. Taki tam znajomy znajomego, ale dość dobrze go znam. Pojechał na rok, czy dwa i mu odbiło. Wcześniej prowadził dość biedne życie, a tam dopiero zobaczył większe pieniądze - znalazł jakąś tam pracę w tej Holandii i zaczął całkiem dobrze w niej zarabiać. No i coś mu się z tego powodu poprzestawiało w głowie. Zamiast dobrze zjeść to zaczął kupować ciuchy, ale same markowe, tak że połowę wypłaty wydawał na same ubrania. Sprzętów też nakupował najróżniejszych, ogólnie wydawał wszystko co zarobił. Za drugą połowę kupował alkohol. Tak się rozpił, że dzień w dzień chodził ponoć nawalony. No i - odstawił leki, bo leczył się na coś tam psychicznie. Brak leków + morze alkoholu to się nie mogło dobrze skończyć no i się dobrze nie skończyło, ale o tym za moment.

Do domu jak przyjeżdżał, to tylko na alkohol i panienki. Raz nie wiedział co kupić matce na jakieś bodajże imieniny, to kupił łańcuszek za 6tys. Innym razem mu się zamarzyło, że sobie kupi w Polsce jakieś auto, bo jak tu przyjeżdża to by miał czym jeździć. Znalazł jakieś ogłoszenie, zadzwonił do faceta i "wygląda fajnie, jestem za godzinę i biorę". Człowiek z ogłoszenia zbaraniał, bo nie to, że "przyjadę, zobaczę", tylko od razu "fajny, biorę, jestem za godzinę". Auto za 30tys. Pojechał, kupił lekką ręką - na podstawie zdjęcia z internetu.

Teraz finał - wiem to tylko z opowieści innego znajomego, który też wie o tym tylko z opowieści (bo sam bohater historii ma lukę w pamięci dotyczącą tych wydarzeń, a przynajmniej tak twierdzi, że nic nie pamięta), ale finalnie skończyło się na tym, że zawinęli go totalnie pijanego, zdezorientowanego i nagiego z ulicy w Holandii (jakieś służby - policja, karetka, etc.) i wylądował w szpitalu. Tam go oskarżyli o jakiś terroryzm, czy coś w tym stylu i przymusowo wydalili z kraju, tzn. musiał po niego przyjechać jego brat. No i po niego pojechał, przywiózł go, a tam na miejscu pozabierali mu wszystko - wszystkie te ciuchy, cały ten sprzęt, wszystko co zarobił i miał w mieszkaniu gdzieś przepadło. Teraz facet siedzi w Polsce, goły i wesoły, cały czas na prochach. Wygląda jak wrak człowieka, oczami błądząc w jakimś innym świecie, zamulony lekami. Nie ma kompletnie nic, bez grosza przy duszy.

Alkohol to podstępne zło i ludzkość naprawdę mogłaby się bez niego obejść, bo nawet od wieczornego piwka można się uzależnić i dotyczy to każdego - czy to robotnika na budowie, czy chirurga z dyplomem. Ja to nawet po sobie kiedyś zauważyłem, bo kiedyś kiedyś lubiłem sobie wypić kilka piw na wieczór przed snem. I po jakimś czasie złapałem się na tym, że już bez piwa nie dawało rady zasnąć. Teraz od długiego czasu w ogóle alkoholu nie tykam, a jak ktoś pije obok mnie to mi się normalnie niedobrze robi.

No i tyle, ot, taka historia, która mi się przypomniała apropos tematu Holandii.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 13:05
Argon

reputacja wyśmienita
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
środa, 22 lis 2017, 15:33
 
   
0
szczyglis napisał(a):
Aż mi się przypomniały młode, stare czasy (jak to brzmi), gdy pomieszkiwałem w akademiku, jak spojrzałem na tą lodówkę. Bo to wygląda jak typowa akademicka lodówka - alkohol tylko nie ten i brakuje kotletów sojowych. Tylko ile ja miałem wtedy lat? 20? Ja to się zastanawiam co tutaj siedzi w głowie. Smirnoffa jeszcze zrozumiem, bo to wódka, ale Daniels, czy Grants - "jestem panisko, bo nie mam co do garnka włożyć, ale mam whisky"? Zabawne.


Tak, to tacy pozerzy byli. Robili sobie grilla w ogrodzie, pili whisky i fotki z tego wrzucali na FB, czekali az znajomi zoabcza i "polubia"
Bylo tez kupowanie markowych ubran, butow a w lodowce sami widzicie. Jeden sie awanturowal bo zginely mu buty za 120£, no ale jak sie sprowadza patologie na palenie dopalaczy i chlanie to potem tak jest

The truth is out there
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 14:17
Antybristler
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pierścienie Saturna
Ostatnio widziany(a):
niedziela, 12 lis 2017, 16:14
 
   
0
Hm, jak dla mnie to zarobkowo w porządku, chociaż znaleźli się tacy co narzekali. Chociaż i to można zrozumieć, ale przecież narzekaczy też na siłę nikt nie trzyma, a nastrój potrafili zepsuć swoim nastawieniem. Najbardziej boli, że za bungale agencja bierze tyle kasy, że mieszkanie prywatne wychodzi taniej, a wcześniej bym pomyślał, że to właśnie to bungale to tańsza alternatywa dla tych co chcą jak najwięcej zaoszczędzić. A warunki na tych parkach nie są warte tych pieniędzy - jeszcze do tego kijowy internet, że nawet z facebooka wywalało.

Ostatnie miejsce w którym mieszkałem to było po 6 osób na domek. 6*360=2160 euro. Za taką kasę to można już willę wynająć. Inna sprawa, że agencje za naszą godzinę pracy dostają prawdopodobnie drugie tyle ile my zarabiamy, ale to z naszej wypłaty zdzierają te wszystkie opłaty.

Firma w której pracowałem również nie należała do najlepszych zarobkowo, ale praca mi się podobała, nikt nie poganiał, przyjazna atmosfera, więc tam pracowałem i nawet nie myślałem o zmianie. Ale zdarzało mi się też pracować na innych firmach, głównie jak u mnie było mniej pracy, a na innych firmach potrzebowali ludzi.

Firma 2 - Pracowałem na weekendy, stawka dużo wyższa niż na mojej normalnej firmie, ale okazało się, że jak pracuję tylko w soboty to nie dotyczą mnie dodatki za soboty (czyli szukali jeleni). Praca nie należała też do lekkich - sortowanie plastikowych skrzynek, które zapierdzielają po taśmie, do tego w hałasie. Jedna strona rozładowywała wózki, druga strona układała skrzynki na odpowiednie palety. Polaczki ze strony rozładowującej zapier....li dla idei samego zapier....nia (nic z tego nie mieli, może chcieli się tylko pokazać) przez co często drugą stronę zasypywały skrzynki, ludzie nie nadążali, palety się przewracały, no kabaret. No i zrezygnowałem z tego, bo traciłem weekend, siły, a dostawałem mniej kasy niż powinienem. A nawet jeśli bym dostawał te dodatki to też bym zrezygnował, bo jednak pieniądze to nie wszystko.

Firma 3 - Przyklejanie cen na produkty. Prosta, monotonna robota, ale nikt nie poganiał i można było sobie pogadać z ludźmi obok.

Firma 4 - Robienie sałatek. Krojenie przeróżnych warzyw, obsługa maszyn, 4 stopnie na hali i pełno wody. Straszne poganianie i niewolnicza praca. Od razu mi powiedzieli, że jestem --Cenzura-- (i tak mi nie zależało), ja powiedziałem, że już nie chcę tutaj wracać, a i tak mnie zaplanowali na kolejny dzień :D Na szczęście przeżyłem, ale co mi z nosa nakapało do tych warzyw to moje. Smacznego.

Firma 5 - Sklep dla burżujów bez gustu i poczucia estetyki. Zmieniali wystawę na nowy sezon, trzeba było rozpakować rzeczy na nowy wystrój sklepu. Pracy miało być na 3 dni, a zrobiliśmy wszystko w pół dnia, a naprawdę nikt się nie spieszył :D

Firma 6 - Inny oddział mojej głównej firmy, gdzie trafiały zamówienia internetowe. Poszedłem głównie z ciekawości. Również spokojna praca, a na kontenerach etykietki z nazwiskami moich znajomych (mojego nie znalazłem, bo ja unikałem brania zamówień internetowych w głównej firmie :D). Ale ciekawie popatrzeć co się dzieje dalej :)

Firma 7 - Inna firma, która należała do holdingu mojej głównej firmy. Rozładunek tirów z meblami, wbrew pozorom spoko robota, bo nie było polaków, więc tempo było wolniejsze i bez żadnych spin.
Nagle słyszę:
- "Do roboty ku*wa!"
- "Sam se idź do roboty ku*wa!"
A polaków tutaj przecież nie widziałem. Odwracam się, a to mudżiny. Chcieli się widocznie popisać :D

Obrazek
Świat bez Żółwi byłby dużo mniej żółwiowy, bez ektoplazmy mniej ektoplazmowy, bez orbów mniej orbowy, bez Cameroonów mniej cameroonowy, a bez tajemniczych śnieżnych kul mniej tajemniczośnieżnokulowy...
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 14:44
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Bungale to są te takie małe domki niby-letniskowe na tych ichniejszych osiedlach/parkach, tak? Coś jak poniżej?

Obrazek

Bo jak tak, to ja się nie dziwię, że można osiwieć ze współlokatorami, w dodatku jeśli się płaci 360 euro za taką puszkę sardynek. Ogólnie to wszędzie się słyszy, że te agencje pracy tymczasowej to rżną Polaków w Holandii (i nie tylko zresztą w Holandii), aż wióry lecą, no ale jak inaczej jak nie przez agencję, jak się jedzie pierwszy raz, totalnie w ciemno...

A coś pozytywnego z tej Holandii przywiozłeś (poza wypłatą)? Czy tak dzień w dzień to było tylko "praca->współlokatorzy->nerwy->praca"?

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 15:04
Antybristler
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pierścienie Saturna
Ostatnio widziany(a):
niedziela, 12 lis 2017, 16:14
 
   
+1
Tak, takie puszki właśnie.

Nie no, poznałem też fajnych ludzi. Pobawiłem się na grillach, połapałem jeże :D http://imgur.com/KaKSzzB

Zdobyłem też oczywiście trochę doświadczenia w pracy jak i w życiu, podszlifowałem język. W swojej głównej pracy nawet szkoliłem nowych pracowników :D

Obrazek
Świat bez Żółwi byłby dużo mniej żółwiowy, bez ektoplazmy mniej ektoplazmowy, bez orbów mniej orbowy, bez Cameroonów mniej cameroonowy, a bez tajemniczych śnieżnych kul mniej tajemniczośnieżnokulowy...
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 16:59
Argon

reputacja wyśmienita
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
środa, 22 lis 2017, 15:33
 
   
+1
Artykuly juz byly w mediach o tych dokmach w Holandii, pracach tam, kosztach i wyzysku. Tak samo i o innych krajach. Tylko, ze na poczatek jak sie nie ma kasy to trzeb agodzic sie na takie barachlo. Potem radze kazdemu - szukac wlasnego meiszkania, albo mieszkac z porzadnymi ludzmi ale o to trudno jak sie przez lata przekonalem. Trudno znalezc porzadnych wspolokatorow, co to beda placic na czas a nie stwarzac problemow, nie beda miec nalogow, nie beda sluchac debilnej muzyki ktora ryczy do poznej nocy i sprowadzac podejrzanego towarzystwa. Poza tym trzeba uczyc sie miejscowego jezyka, i probowac szukac pracy w jakims swoim lepiej platnym zawodzie, odciac sie od patologicznych rodakow.
Tylko wyjdzie na lepsze.

The truth is out there
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 17:39
Antybristler
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pierścienie Saturna
Ostatnio widziany(a):
niedziela, 12 lis 2017, 16:14
 
   
0
U mnie gmina z policją skontrolowały te domki i wyszło im, że powinny mieszkać w środku max 4 osoby, a nie 6. Bo jeden pokój to właściwie nie pokój, tylko suszarnia, ale wsadzili tam łóżko i funkcjonuje jako pokój. W innym pokoju jest natomiast piecyk i istnieje ryzyko zaczadzenia. Nie wspominam już o metrażu i wielkości lodówki/lodówek bo to naprawdę smutne + jest zakaz montowania własnych lodówek, bo przecież lodówka metr wysokości wystarcza dla 3 dorosłych osób.

Obrazek
Świat bez Żółwi byłby dużo mniej żółwiowy, bez ektoplazmy mniej ektoplazmowy, bez orbów mniej orbowy, bez Cameroonów mniej cameroonowy, a bez tajemniczych śnieżnych kul mniej tajemniczośnieżnokulowy...
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 17:47
Argon

reputacja wyśmienita
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
środa, 22 lis 2017, 15:33
 
   
0
Dlatego wlasnie sie szuka wlasnego lokum, aby sie od takiego dziadowania uwolnic.
Moja lodowka jest wlasnie wieksza ode mnie a i tam miejsca mi w niej brakuje wszystko zlozyc i nie ganiac do sklepu co chwile. Szczegolnie na zamarazarce mi zalezy bo tam mozna miesa zamrozic na wiele obiadow.
Metrowa lodowke to ja zastalem w mieszkaniu gdzie sie wprowadzilem, ale ja wylaczylem i wstawilem swoja 2 razy wieksza
Dosyc mialem lodowek w domach gdzie mi sie nalezala jedna polka i pare centymetrow zamrazalnika

The truth is out there
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 18:45
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Kurcze, bez lodówki to naprawdę jest bieda. Pamiętam jak mi się ostatnio zepsuła moja, to miałem niemały problem. Człowiek o tym nie myśli, dopóki wszystko jest, działa i po prostu z tego korzysta. Zimą to jeszcze pół biedy, bo można co ważniejsze rzeczy wpakować w reklamówkę i wywiesić przez klamkę za okno, ale latem - umarł w butach bez lodówki.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 15 lip 2017, 18:55
Argon

reputacja wyśmienita
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
środa, 22 lis 2017, 15:33
 
   
+1
Wlasnie Szczyglis jak piszesz to lodowka to podstawowa sprawa. Ciezko bez tego urzadzenia w dzisiejszych czasach, albo ganiaj do sklepu po pare plastrkow wedliny co dziern a za granica to z takim sklpem moze byc ciezko.
Dlatego ja tam nie uznaje zadnym meterwych lodowek ale takie cos ponad 1.7 m, zedby jedzenie pomiescic, garnek zupy na 2-3 dni, wedliny i zamrazarka u dolu.
No qrva, metrowa lodowka na 3 osoby (albo i 6 w tych chalupkach) a tam zamrazalnik u gory jedna poleczka ledwie paro centymetrowa, nie wyrobil bym tego

The truth is out there
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: niedziela, 16 lip 2017, 09:37
Argon

reputacja wyśmienita
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
środa, 22 lis 2017, 15:33
 
   
+1
szczyglis napisał(a):
Aż mi się przypomniały młode, stare czasy (jak to brzmi), gdy pomieszkiwałem w akademiku, jak spojrzałem na tą lodówkę. Bo to wygląda jak typowa akademicka lodówka - alkohol tylko nie ten i brakuje kotletów sojowych. Tylko ile ja miałem wtedy lat? 20? Ja to się zastanawiam co tutaj siedzi w głowie. Smirnoffa jeszcze zrozumiem, bo to wódka,


Przypomnieli mi sie dawni wspolokatorzy:
2 Lotyszy - ci pili Smirnoffa z gwinta, naprawde, jak sie pije piwo z butelki to oni pili wodke z gwinta, chodzili po domu i na dwor z takimi butlami w garsci i popijali sobie, gotowac nie umieli, ich jedzenie to zamawiana pizza i burgery do domu, jak i smazyli sobie frytki i chicken nuggets w kuchni, oczywiscie na cudzym oleju, wszystko wokol kuchenki zapryskane olejem. Mieli kase na wodke, piwo, papierosy, zamawiane pizzy do domu ale na rachunki, worki na smieci juz nie mieli

pewna osobliwa para Polakow - ona 41 lat, z synem i corka okolo 20 letnich, on 25 lat, o czystosc dbali bardzo dobrze, ona umiala wspaniale gotowac, Lotysze opisani powyzej smazyli sobie frytki na jej drogiej oliwie, za co robila im awantury, bo butelka tej oliwy z oliwek droga jest, ona po pare lyzeczkek dodawala do jedzenia a tamci jej droga oliwe wzieli do smazenia frytek. Do nich generalnie nic nie mam poza tym, ze wisza mi troche pieniedzy, no i glosno uprawiali seks az sie po domu nioslo. Raz on pojechal na tydzien do Polski, ona upiekla rewelacyjna karkowke, poczestowala, wypilismy pare piw i rozkleila sie, poplakala sie przy mnie, opowiedziala mi, jak to ja rodzice zmusili do malzenstwa gdy miala 18 lat z chlopakiem bo on z bogatej rodziny, a malzenstwo sie nie udalo, maz ja bil, znecal sie, cial nozem, podkladal noz pod gardlo i grozil ze jej glowe odetnie, az sie w koncu rozwiodla. Teraz ma milosc jej zycia, tylko ze chlopak z 16 lat mlodszy od niej, to kolega jej syna starszy od syna z 4-5 lat, on chce miec dzieci ona juz za stara i ma 2 dzieci tylko lekko mlodszych do niego i nie wie co zrobic. Do tego corka w Polsce mieszka z chlopakiem co zyje calkiem jak Ferdek Kiepski, pije piwo z kasy za pieniadze "tesciowej" do zadnej roboty nie idzie, mimo, ze mu probowala zalatwic prace przez znajomosci to nigdzie nie poszedl, jak przyjechal do Angli popracowal po pare dni i zadna praca mu nie odpowiadala. Ona wysyla pieniadze na utrzymanie mieszkania w Polsce, ktore wieloma wyrzeczeniami kupila po rozwodzie, wyremontowala bo to w jakims starym budownictwie, a teraz corka i jej chlopak tam mieszkaja i zyja na jej koszt, nic sie nie martwiac bo matka z Angli przysle na rachunki i zycie, a ona sie gryzie ze jak nie przysle im pieniedzy to oni oni oplaca rachunkow i tam dlugi narosna a mieszkanie moze przepasc.
Osobliwa para, niezle okazy. Ciagle sceny zazdrosci miedzy nimi, ze sie zdradzaja, klotnie o to, podejrzenia, a potem glosny seks ze sie po calym domu rozlegalo. Para - 25 latek z 40sto latka.

Polak z BMW - lodowka pusta, nigdy kasy na rachunki nie mial, za to na piwo, wodke, trawke, amfetamine, dopalacze mial. "BMW to jedyne auto jakie mnie reprezentuje" :lol: Tylko ze nie mial kasy na ubezpieczenie i opony. Za to fotografowal sie z autem, wstawial na FB i cieszyl sie jak mu znajomi kilkneli like, tak samo jak z kolegami grilla robili w ogrodzie, to sie fotografowali z whisky, jakie to oni paniska w Anglii, jakimi to niby autami jezdza, jak sobie wesolo czas przy grillu i whisky spedzaja w markowych ubraniach. Dziad, a jak sie wynosilem i jeden z innych wspolokatorow mi pomogl lodowke do auta zapakowac i przewiezc na nowe mieszkanie powiedzial mi, ze tamten od niego pozyczyl pieniadze "na rachunki" a kupil sobie trawke, papierosy, i salami 20dkg za 20£ bo kilo owego salami to kosztuje 100£ !!!! Pokazal mu cene i powiedzial "ze on byle gowna nie jada" :puk: Taki pan, za pozyczone pieniadze kupuje jakies ekskluzywne salami a nie ma na zycie poza nalogami.

Litwini to straszne brudasy, pijaki, narkomani, cale wyplaty przepite, przecpane, brud w kuchni, niezjedzone jedzenie, pizze pozostawione w kuchni po 2 tyg az plesnieje

Wegrzy - maja dobra kuchnie, pikantna, ale nie zauwazaja, ze ktos inny mieszka w domu, zajmuja kuchnie dla siebie, pralke dla siebie, piora 1 koszulke po 2 h w pralce, a potem kolejna, nie licza sie, ze ktos inne tez z kuchni, pralki chce skorzystac. Mimo tego smacznego jedzenia, maja zwyczaje zajac wszystkie 4 palniki na 2-3h i piekarnik, nie liczac sie ze ktos inny tez chce ugotowac i zjesc swoj obiad, osobliwe tez jest ichnie wstawianie duzego garnka z woda na palnik i to niech sie gotuje przez godziny, kuchnia pelna pary, pare litrow wody wyparowalo z garnka, gaz sie zuzyl a im trzeba przypominac, ze ta woda sie gotuje i na co to nie rozgryzlem, ale jak przychodzi do zaplacenia rachunkow za gaz to oni maja problem z pieniedzmi "My tyle nie zuzylismy". Wegrzy tez maja osobliwe zwyczaje kapielowe ze lazienka jest pelna wody, litry wody na podlodze, i 40 mintowe prysznice. Mialem taka pare Wegrow - dziewczyna z chlopakiem, to oni tak zajmowali kuchnie i lazienke, raz on tak bral prysznic ze nawylewal wody na pietrze, w lazience, ze cieklo przed podloge w dol do kuchni i woda kapala po zyrandolu w kuchni na parterze, zeby doszlo do zwarcia to mogloby go zabic. ale do nich nic nie docieralo. Inni Wegrzy jak byli w tym domu to tak takie same zwyczaje.
Przywozili "palinke" taka ichnia bimbrowka, czysta lub zaprawiana ziolami, nawet bywala smaczna, ale to latwopalne i nie powinno byc wpuszczone do samolotu a oni to wozili ze soba. Raz przyszla taka sasiadka murzynka, co bardzo polubila wchodnieuropejskie wedliny, akurat byla ta "palinka" na stole co pilismy, i wylalem odrobine na talerz, podpalilem, i sie palilo, taki mocny bimber, cos z 70%, sasiadka zszokowana byla co my pijemy, ze to sie pali :lol:


Polacy to roznie, ale przewaznie patologia, chwalenia sie wyplatami, nadgodzinami jakie wyrobili w fabrykach, widywalem takich co jedli non stop makaron z ketchupem albo chleb z majonezem, moze z biedy, moze spore dlugi mieli, nie wiem, ale jak dzwonili do Polski to sie chwalili jak to oni zyja super, kim to sa, managerami, w urzedach prace podostawali. Kiedys w jednym domu pod moim oknem wystawali w weekendy i dzwonili do Polski bo jedna z sieci oferowala tanie rozmowy do Polski, po 1 pens za minute na stacjonarne w weekendy a potem juz i 0.5 pensa za minute to mozna bylo dzwonic i dzwonic, bo to grosze kosztowalo, a u mnie pod oknem byl najlepszy sygnal to co ja sie tam nasluchalem :lol: Dziady ktore ledwie po angielsku dukaja, prace maja ledwie co, bo brak jezyka, jedza najtansze jedzenie a opowiadaja znajomym w Polsce jak to kierownikami, managerami zostali w Anglii i jak im sie super zyje.
Normalnie film "Szczesliwego Nowego Jorku" mi sie przypominal.

Nie ma taki pieniedzy na oplacenie rachunkow, ale na chlanie, cpanie, papierosy pieniadze maja.
Jeden z takich wspolokatorow przyniosl mi laptop do naprawy bo niby widzi wi-fi ale nie da rady polaczyc sie z internetem. Pogrzebalem tam a tu DNSy maja jakies dziwne przekierowania, wiec poprzestawialem, i jak zaczelo wszystko dzialac, to wyswietlila mi sie historia jego polaczen, a tu same linki do stron z hardcore porno, i ogloszeniami gdzie w okolicy mozna kupic trawke. Zadnych innych www otwieranych, typu ogolne wiadomosci, nauka, cokolwiek ciekawego, tylko porno i to takie ciezkie, jak i ogloszenia z nr telefonow gdzie trawke mozna kupic, oczywoscie zawoalowane

duzo wiecej roznych okazow spotkalem na mieszkaniach, ksiazke by o tym mozna napisac, jak mi sie to zaczyna przypominac

The truth is out there
Ostatnio edytowano niedziela, 16 lip 2017, 11:48 przez Argon, łącznie edytowano 1 raz
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: niedziela, 16 lip 2017, 11:48
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
+1
"Szczęśliwego Nowego Jorku" świetny film. Jeden z lepszych polskich dramatów (swoją drogą nie wiedzieć czemu przez wielu traktowany jako komedia). A co do tego pozerstwa, to jak mocno bym nie chciał, tak nie jestem w stanie tego w ogóle zrozumieć. Mówię o takim udawaniu, że jest się nie wiadomo kim, podczas gdy rzeczywistość jest zupełnie inna. Jakie to zresztą w ogóle ma znaczenie i komu to imponuje to nie mam zielonego pojęcia. Pół biedy jak ktoś chwali się czymś co naprawdę posiada, to jeszcze idzie zrozumieć, ale takie udawanie - przecież to nawet nie jest śmieszne. To jest żałosne.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Moje przygody w Holandii Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: niedziela, 16 lip 2017, 12:05
Argon

reputacja wyśmienita
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
środa, 22 lis 2017, 15:33
 
   
0
Ten film to dramat ale sa tam takie elementy ze tak powiem komediowe, te listy i telefony do Polski, i kim to ani tam niby sa, a tu dziady, bo nielegalnie przebywaja w USA, zajmuja sie podrzednymi pracami, tyraja a do Polski sla wiadomosci kim to oni niby sa.
Ja takich w domu mialem w Angli, co wydzwaniali w weekend bo rozmowy bardzo tanie i tez podobnie wygadywali, jako to kierownikami zostali, w urzedach pracuja a tu angielski prawie zaden, pracuja po pare h na tydzien, bo brak jezyka.

Pozerstwa ja tez nie rozumiem, ale portale NK i FB bardzo tu pomogly, tam sie zaczelo wstawianie fotek z cudzywmi domami i samochodami.
Mialem taka kolezanke co mieszka w USA, zaczela wstawiac fotki na NK z bardzo wystawnym domem a komentarze byly jakiego to ona domu sie dorobila. Potem sie dowiedzialem ze ona tylko w tym domu sprzata

The truth is out there
Strona 1 z 1 [ Posty: 25 ] Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku  

POKŁAD GŁÓWNY Nautilianie

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników
Skocz do:  
Szukaj:
Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg


wysyłanie...czekaj...


Powered by phpBB © 2002, 2006 phpBB Group
upgraded by szczyglis /2017/ v. 3.1 | 20.08.2017 [ Dziennik zmian ]
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Strefa czasowa: UTC + 1
[ Time : 1.841s | 37 Queries | GZIP : Off ]