Schowaj/Wysuń odtwarzacz Youtube
zamknij okno i wyłącz film     odtwórz dowolny film z YT
Na forum są teraz:
d3f507b955d3f33bdc3a5162954d8b9f
d3f507b955d3f33bdc3a5162954d8b9f
Strona 5 z 5 [ Posty: 143 ]

*< 1 2 3 4 5
Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku

Pokaż pierwszy nieprzeczytany post

Drukuj
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: poniedziałek, 22 mar 2010, 19:08
HenitoKisou
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pluton
Ostatnio widziany(a):
wtorek, 13 lut 2018, 20:54
 
   
0
Nie naleźy jednak wikłać w lekcje karmiczne i inkarnować bez potrzeby bo to wynika z niezrozumienia siebie i błędnych założeń i nie jest celowe. Lekcje karmiczne są tylko i wyłącznie przypadkiem i lękiem duszy, jej niezrozumieniem siebie i własnych potrzeb samorealizacji. To są stracone, błędne i bezcelowe, nierozwijające inkarnacje. Wynikają z postawy, że przeszłość tj. karma nas ściga i dlatego próbujemy przed nią uciekać w inkarnacje i te lekcje, karać siebie by uciec przed jakąś enigmatyczną karą wymierzaną nam przez nie wiadomo kogo. Zamiast tu i teraz, zawsze na bieżąco zmieniać swój los i rozwój wikłamy się w pozaprogramowe coś służące cierpieniu i karaniu siebie bez końca. Dlatego nie ma żadnej karmy-przeszłości bo nie istnieje odpowiedzialność za czas miniony, a i sam czas nie istnieje, lekcji karmicznych też nie ma bo wynikają z poczucia winy i odpowiedzialności za coś co było i czego już nie ma, nie istnieje. W zasadzie nie ma żadnych lekcji do odrobienia, bo to my sami wybieramy sobie co jest potrzebne nam do rozwoju i czego chcemy doświadczać za życia.

Jeśli coś ma zaistnieć, to zaistnieje.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: środa, 24 mar 2010, 13:33
danuta

reputacja neutralna
Zwiedza Czerwoną Planetę
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Donata- zamykasz wszystkie "norki":) pisząc dalej o poznawaniu siebie, czyli mam rozumiec, że izolujesz się od nieskończoności, skupiając tylko na tym pojedyńczym istnieniu w niej? Zrozumiałam, że jest to największy błąd, wciąż popełniany przez licznych, tracisz połączenia i cóż zatem dalej, uwięziona w tym czasie, który kiedys się skończy? Karma nie istnieje, rzeczywistośc nie jest jedna i chodzi o to, aby wszystkie je wypełnic godnie, aby energia była rozdzielona pomiędzy nimi sprawiedliwie i płynnie, aby nie stwarzac zaburzen i zakłóceń w jej przepływie, bo niepotrzebne są nigdzie wielkie wzloty i wielkie upadki. Cóż chcę od przyjemnosci i rozrywki, ano nic, czy ja jestem za umartwianiem? Tylko bawic się rzeczywiście czując radośc i przyjemności, a nic na siłę :) Henito może byc i tak, że i teraz wpływamy na czas miniony, dlatego dobrze jest, czasem zrozumiec coś późno niz wcale.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: piątek, 26 mar 2010, 07:50
donata
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Zwiedza Czerwoną Planetę
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
danuta napisał(a):
Donata- zamykasz wszystkie "norki":) pisząc dalej o poznawaniu siebie, czyli mam rozumiec, że izolujesz się od nieskończoności, skupiając tylko na tym pojedyńczym istnieniu w niej?


Droga Danut. Nie to miałam na myśli, nie chodzi o izolacje i ucieczkę od ,,nieskończoności. Chodzi o otwieranie się na nią. Poprzez akceptację wszystkich swoich aspektów osobowości, a nie uciekaniu , czy wypieraniu się ich. A więc jak się pozatyka wszystkie drogi ucieczki ,to pozostaje stanąć i odważnie zaakceptować całe bogactwo swojego istnienia.

"Serce jest Świątynią Boga..."
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: piątek, 26 mar 2010, 11:15
Archeozoolog
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
sobota, 27 sty 2018, 18:39
 
   
0
A ja opowiem Wam historie snu babci ktora jak do tej pory opowiada go to sie usmiecha i jest bardzo powazna. Pewnej nocy babcia miala sen. Przysnila sie jej siostra cioteczna ktora zmarla jakis czas wczesniej (kilka lat). Przyszla do pokoju w ktorym babcia spala i w tym snie zaczela ja budzic. Babcia po przebudzeniu w snie zauwazyla siostre stojaca kolo drzi wejsciowych do pokoju powiedziala do niej: "Helu to Ty?" a siostra odp: "Tak to ja przyszlam do Ciebie". Babcia zapytala jej sie "I jak Ci tam jest Helu?" a ona odp: "Dobrze, ale pusto tak". BAbcia sie przestraszyla i zapyala ją: "To nie spokalas tam swojej mamy?" .Siostra jakby sie zawahala ale odp: "Nie, bo tam kazdy chodzi swoimi wytyczonymi drogami". Po tym babcia sie obudzila i zaczela sie modlic, a pozniej tego dnia poszla do kosciola dac na msze za spokoj duchy, bo wystraszyla sie ze moze zle sie dzieje z jej siostra po drugiej stronie.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: piątek, 26 mar 2010, 13:24
danuta

reputacja neutralna
Zwiedza Czerwoną Planetę
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Archeozoolog ten sen babci skojarzył mi się z takim widzeniem swiata, że jest cos odpowiedzialne za jednostkę, jakas wielka siła, która ma za zadanie dopilnowac jej pełnego rozwoju i zycia na wielu poziomach, w wielu rzeczywistosciach, obdzielac doświadczeniami, opiekowac i kierowac nią.. to jest własna sciezka dla każdego..Po smierci możliwy jest powrót i połączenie z tą, moze nazwijmy tak:"energią", więc ona, aby spotkac np. ukochane osoby skieruje znowu częśc swojej "emisji" w jakies istnienie, wybierze lub cos w tym stylu. Ja wierze w to, że jest gdzies miejsce najlepsze, Biblijny Raj, jako ostateczna i skupiona energia ze wszystkich doswiadczeń, wzmocniona nimi, jednak, aby tam się dostac musi posiadac dostatecznie silny, czysty i mocny ładunek.. Donata, alez dobrze zinterpretowałam Twoja wypowiedź, znowu piszesz o bogactwie swojego istnienia ograniczając się i zamykając na inne swoje istnienia w tym samym czasie i izolując od nich, od chociazby tego co piszę wyżej, człowiek sam od siebie, nie ma takiej siły jak próbujesz siebie do tego przekonac. Skoro wszysko jest energią, jak przyznajesz w innym temacie, to trzeba nauczyc się współgrania z nią, w niej i będąc nią, nie wyłamywac się psując ten system. Pozatykac mozna wszelkie drogi przedostawania się i podłączania na gapę pogubionych energii, oczyszczanie z nich i przyjmowanie tylko tych własciwych fal, ale nie tracic łączności ze wszystkimi. Wtedy poczujesz siłe i bogactwo istnienia. Człowiek sam jako ten organizm cóż takiego wielkiego może, pomysl. Kiedys umiejscowiano ducha w sercu, teraz w mózgu, czy słusznie? Mózg tworzy się i rozwija przez całe zycie, coś wpływa na to, coś go buduje, a potem zamienia się w proch jak cała reszta ciała, gdzie ten duch, to bogactwo istnienia?
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: środa, 5 sty 2011, 18:51
Sonia33
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
W drodze na księżyc
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Niektórzy z Was twierdzą, że nie istnieje coś takiego jak karma, lekcje karmiczne, odpowiedzialność za jakiekolwiek czyny, potrzeba inkarnacji itp. Równocześnie jednak mówicie o rozwoju duchowym. Jeśli bezsensem jest inkarnowanie tu na ziemi, jeśli doświadczenia tutaj nie mają żadnego znaczenia w rozwoju duchowym, jeśli doświadczanie na „własnej skórze” swoich niecnych czynów względem innych istot nie istnieje i nie ma znaczenia, to na czym – według Was – polega rozwój duchowy, bo przecież sama wiedza nim nie jest? Czy ktoś tu potrafi mi to wyjaśnić, ale w prosty i przystępny sposób?
Oczywiście, uważam że karmiczne doświadczanie skutków swoich czynów nie ma za zadanie karania, ale istota duchowa wybiera takie doświadczenie, aby pojąć czym ono jest. Doświadczanie życia na tak niskim poziomie wibracyjnym jakim jest ten wymiar, na tej planecie przyspiesza rozwój duchowy, a odpowiedzialność za swoje czyny mieści się w uniwersalnym prawie przyczyny i skutku i znów powtarzam to nie ma nic wspólnego z winą i karą lecz z nauką prowadzącą do rozwoju duchowego. A jeśli nie, to czym zatem wg. Was jest rozwój duchowy???
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: środa, 5 sty 2011, 20:06
HenitoKisou
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pluton
Ostatnio widziany(a):
wtorek, 13 lut 2018, 20:54
 
   
0
Sonia33 napisał(a):
Niektórzy z Was twierdzą, że nie istnieje coś takiego jak karma, lekcje karmiczne, odpowiedzialność za jakiekolwiek czyny, potrzeba inkarnacji itp. Równocześnie jednak mówicie o rozwoju duchowym. Jeśli bezsensem jest inkarnowanie tu na ziemi, jeśli doświadczenia tutaj nie mają żadnego znaczenia w rozwoju duchowym, jeśli doświadczanie na „własnej skórze” swoich niecnych czynów względem innych istot nie istnieje i nie ma znaczenia, to na czym – według Was – polega rozwój duchowy, bo przecież sama wiedza nim nie jest? Czy ktoś tu potrafi mi to wyjaśnić, ale w prosty i przystępny sposób?
Oczywiście, uważam że karmiczne doświadczanie skutków swoich czynów nie ma za zadanie karania, ale istota duchowa wybiera takie doświadczenie, aby pojąć czym ono jest. Doświadczanie życia na tak niskim poziomie wibracyjnym jakim jest ten wymiar, na tej planecie przyspiesza rozwój duchowy, a odpowiedzialność za swoje czyny mieści się w uniwersalnym prawie przyczyny i skutku i znów powtarzam to nie ma nic wspólnego z winą i karą lecz z nauką prowadzącą do rozwoju duchowego. A jeśli nie, to czym zatem wg. Was jest rozwój duchowy???


Rozwój duchowy to nie karma, lekcje karmiczne, odpowiedzialność za czyny ani potrzeba inkarnacji. To są iluzje, które czasem przyjmuje na siebie dusza i jest w nie wprowadzana przez inne dusze. Rozwój to przede wszystkim świadomość i wybory, doznanie całościowe, bo nawet tutaj nic nie jest dualne ani odrębne. Karma zaś jest nie ustaloną przez nas świadomie konsekwencją, która powinna być zależna od nas, a nie sztucznie uwarunkowana, a tak nie jest dlatego jest iluzją - czymś co nie pochodzi z naszych wyborów, tylko jest ich efektem ubocznym. Nie istnieje żadna gra, ani brak uczestnictwa w tej grze życia, którego motorem byłaby karma. Istotnie twierdzę że żadna dusza we wszechświecie nie ma karmy w ogóle, jedynie jej nieznajomość samej siebie sprawia że popada w taką iluzję. Bo karma to nie wybór, to jest ścisłe przywiązanie do danej formy sprawczej, jest też poczuciem czegoś co nie jest tobą, a więc branie cudzego na siebie. Nie istnieje żadna przyczyna ani skutek, to zwykłe myślenie dualne. Jest tylko zmiana i działanie, samemu/samej określasz jaki to ma wywrzeć wpływ na ciebie i jakie prowadzą ku temu wnioski, a także zakres w jakiej cię to dotyczy i na ile odpowiadasz za siebie i innych. Ale to nie odpowiedzialność sensu stricte. Tu panuje pewien relatywizm stanów i doświadczeń, gdyż nic nie jest całkowicie istniejące, a wszystko zdarzyć się może z nieskończonej puli możliwości. Więc za co tu brać odpowiedzialność skoro nie ma kryterium wyceny, sensu, znaczenia takiej odpowiedzialności?

Jeśli coś ma zaistnieć, to zaistnieje.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: środa, 5 sty 2011, 20:41
gayiari

reputacja neutralna
Na Księżycu
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Sonia33 napisał(a):
Niektórzy z Was twierdzą, że nie istnieje coś takiego jak karma, lekcje karmiczne, odpowiedzialność za jakiekolwiek czyny, potrzeba inkarnacji itp. Równocześnie jednak mówicie o rozwoju duchowym. Jeśli bezsensem jest inkarnowanie tu na ziemi, jeśli doświadczenia tutaj nie mają żadnego znaczenia w rozwoju duchowym, jeśli doświadczanie na „własnej skórze” swoich niecnych czynów względem innych istot nie istnieje i nie ma znaczenia, to na czym – według Was – polega rozwój duchowy, bo przecież sama wiedza nim nie jest? Czy ktoś tu potrafi mi to wyjaśnić, ale w prosty i przystępny sposób?
Oczywiście, uważam że karmiczne doświadczanie skutków swoich czynów nie ma za zadanie karania, ale istota duchowa wybiera takie doświadczenie, aby pojąć czym ono jest. Doświadczanie życia na tak niskim poziomie wibracyjnym jakim jest ten wymiar, na tej planecie przyspiesza rozwój duchowy, a odpowiedzialność za swoje czyny mieści się w uniwersalnym prawie przyczyny i skutku i znów powtarzam to nie ma nic wspólnego z winą i karą lecz z nauką prowadzącą do rozwoju duchowego. A jeśli nie, to czym zatem wg. Was jest rozwój duchowy???


Witaj Soniu. Z góry ostrzegam, że moje wypowiedzi nie są w tych działach zbyt lubiane, ponieważ kwestionuję większość z tego co jest tutaj głoszone.

Po pierwsze trzeba się zastanowić co stanowi za wyznacznik tego co przyjmujemy za prawdę.
Czy wystarczy nam to, że ktoś nam to powie ?
Czy może wyznacznikiem prawdy jest to w co sami chcemy wierzyć ?
Czy nasze uczucia mają stanowić podstawę do tego aby określać co jest prawdziwe ?

Jeśli żadna z odpowiedzi nie brzmi tak, to mam dla ciebie dobrą wiadomość. Twój umysł pracuje racjonalnie.
Logika nie znosi paradoksów, a bardzo często dochodzi w tych tematach do tez, które wzajemnie sobie przeczą.

Weźmy dla przykładu miłość bezwarunkową.
Po pierwsze, tak samo jak dobro i zło, pojęcie miłości jest absolutnie subiektywne, a nie istnieje coś takiego jak jednoznaczna definicja jakiegokolwiek z pojęć subiektywnych.
Po drugie nie istnieje miłość bez podmiotu. Zawsze jest to domyślne "do". Automatycznie oznacza to, że zawsze musi istnieć jakiś, warunek dzięki któremu wybieramy podmiot i co za tym idzie powód. Miłość matki do dziecka nie jest miłością bezwarunkową. Warunkiem w tym przypadku jest to, że uczuciem obdarza własne dziecko, a nie dowolne dziecko. Miłość bezwarunkowa jest oksymoronem.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku karmy i reinkarnacji. Oba pojęcia są ze sobą w sprzeczności.
Po pierwsze trzeba sobie zadać pytanie dlaczego uważasz, że musi istnieć sprawiedliwość i jakiś system który określa co jest sprawiedliwe, a co nie. Zastanów się, czy przypadkiem to nie jest coś co chciałabyś aby istniało i czy na pewno istnieją powody do tego aby uznać że taki system musi istnieć. To nie jest łatwe do zaakceptowania.

System karmiczny według założeń, jest to samoregulujący się system kar i nagród. Sęk w tym że pojęcie kary nie ma zastosowania jeśli nie wiesz za co jest się ukaranym. Przypominałoby to okładanie kijem człowieka(który stracił pamięć) za to, że wyrządził komuś krzywdę. Jest to nie tylko bezsensowne ale i moralnie nieuzasadnione. Przez ten prosty fakt, system karmiczny po prostu nie spełnia swojego zadania. Pomijam już fakt, że nie ma dowodu na jakiekolwiek uzasadnienie że system ten w ogóle istnieje.

Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć na pytanie: Kto lub, co określa czy coś jest dobre lub złe i na jakiej podstawie ? Podawane są coraz to nowe wymyślne rozwiązania typu przyczyna-skutek, jednak nikt nie odpowiada mi na pytanie, co określa że dana przyczyna wywoła dany skutek (nie chodzi mi o ludzkie postępowanie, tylko o to kto lub co decyduje o tym, że efekt mojego zachowania odczuje tak, a nie inaczej) i na jakiej podstawie podane rozwiązanie jest uznawane za prawdziwe.

Tych sprzeczności jest cała masa, podstawą do ich zauważenia jest właśnie kwestionowanie tego co nie jest logicznie spójne, a nie przyjmowanie wszystkiego jak leci tylko dlatego, że akurat pasuje nam do koncepcji w jaką wierzymy. To że jakaś wiedza pochodzi z książki, albo jest prezentowana przez jakiś autorytet też nie gwarantuje, że mamy do czynienia z prawdą.

Odpowiadając na twoje pytanie. W moim przekonaniu rozwój duchowy jest ściśle związany z wiedzą. Wierzę, że jedyną formą rozwoju jest nauka i nieustająca weryfikacja tego co wiemy. Zarówno doświadczenie dobra jak i zła powoduje rozwój. Wyciąganie wniosków i analiza tego co nas spotyka, powoduje rozwój. Zamykanie się w jakiejś nieuzasadnionej koncepcji (typu wiara wyłącznie w dobro) jest jednocześnie zamknięciem się na część wiedzy. Bez tej części wiedzy dalszy rozwój jest moim zdaniem niemożliwy.

Niekwestionowana wiara w cokolwiek, czyli przyjęcie za prawdę czegoś, bez solidnych podstaw, jest zamykaniem się na rozwój, ponieważ w dalszym toku rozwoju, to czego nie kwestionujemy a przyjmujemy za prawdę uniemożliwi nam dalszy rozwój.

Wynika z tego co mówię, że rozwój duchowy idzie w parze z rozwojem intelektualnym i to jest w moim przekonaniu prawda. Istnieje wiele różnych wyjaśnień, które przyjmowane są często "na wiarę". Często też są ze sobą sprzeczne.
Wszystkie nie mogą być prawdziwe, natomiast z całą pewnością wszystkie mogą być nieprawdziwe.

Jest prawdą, że sprawą indywidualną każdego człowieka jest to w co wierzy. Nie oznacza to jednak, że to w co wierzy jest prawdą. Trzeba o tym pamiętać. Jeśli jest się szczerym przede wszystkim wobec siebie, to konieczne jest zadanie sobie pytania, czy rzeczywiście moja wiara jest uzasadniona i czy przypadkiem sam siebie nie oszukuję ? Czy istnieje we mnie potrzeba aby to była prawda ? Czy rzeczywiście posiadam dowody lub jakiekolwiek podstawy aby w to wierzyć ?

Przyjmowanie czegoś jako prawdę i tak ostatecznie oceniane jest naszym rozumem, kwestionujmy więc wszystko to co uznajemy za prawdę, bo tylko tak można znaleźć odpowiedzi.

Na koniec pozostawię taką myśl:
Ludzka psychika, ma tę wadę, że wpada w panikę gdy obcuje z nieznanym. Nieznane, zakodowane jest w naszym pierwotnym instynkcie jak niebezpieczeństwo, dlatego to czego nie rozumiemy, chcemy za wszelką cenę "oswoić", zgłębić. To daje nam poczucie bezpieczeństwa. Sęk w tym, że zaczęliśmy zastępować zjawiska których nie rozumiemy, terminami które są nam bliskie (jak bóg, lub karma), ale które niczego właściwie nie wyjaśniają, a już z pewnością nie przynoszą dowodów. Nie zastępujmy to czego nie znamy, terminami, które nie mają żadnego racjonalnego uzasadnienia.

To właśnie uznaję za rozwój duchowy.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: czwartek, 6 sty 2011, 10:44
danuta

reputacja neutralna
Zwiedza Czerwoną Planetę
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Gayiary- Bardzo mądra wypowiedź, gdy założyłam ten temat właściwie nikt go nie rozumiał, choc na temat istnienia innych rzeczywistych wymiarów egzystencji człowieka straciłam tak wiele czasu pisząc i opisując swoje doświadczenia z nimi związane..Ludzie uznają za prawdę to co w wyniku wyższości jednych nad drugimi zostanie ustalone- dlatego poszukiwanie prawdy- w rzeczywistości trwa i wydaje się byc procesem nieskończonym..Wyznawanie wiary tez nie jest wiara samą w sobie, bo gdyby tak było to nikt nie powinien np. bac się śmierci, to głoszenie zakłamanych teorii w celu podniesienia się na duchu i wsparcia marzeniem..Nawet nasze uczucia są często wywołane fałszywymi emocjami i bywają niezwykle trudne w określeniu ich stałości, co wiąże się tez z ich prawdziwością bądź nie. Wszystko najbardziej wskazuje na świat iluzji niż na świat trwały, jedyny i prawdziwy..Karma itp. czy to nie jest teoria wynikła z zwykłej ludzkiej chęci oceny drugiego i zwykłej zazdrości i mściwości? Jedno przeczy drugiemu- dokładnie tak jak piszesz..Jeśli zaś nasze życie po prostu trwa w nieskończoności to prawdziwe dobro, sprawiedliwośc może byc zupełnie fizycznym procesem wynikłym z siły, braku sprzeczności w sobie, bo to może uszkadzac tą niezwykłą energię, tak samo jak wszystkie inne cechy uznane za złe, grzeszne, itd. i nic nie da się w tym procesie usprawiedliwic, oszukac ani przeskoczyc, każda bowiem myśl, czyn, emocja , uczucie może byc motorem napędzajacym to życie, źle dzieje się natomiast dlatego, ze musimy walczyc z innymi energiami, które nas również atakują i tracic te energie w tej drodze, że nie ma płynnego ich rozwoju..
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: czwartek, 6 sty 2011, 15:45
gayiari

reputacja neutralna
Na Księżycu
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
danuta napisał(a):
Gayiary- Bardzo mądra wypowiedź, gdy założyłam ten temat właściwie nikt go nie rozumiał, choc na temat istnienia innych rzeczywistych wymiarów egzystencji człowieka straciłam tak wiele czasu pisząc i opisując swoje doświadczenia z nimi związane..Ludzie uznają za prawdę to co w wyniku wyższości jednych nad drugimi zostanie ustalone- dlatego poszukiwanie prawdy- w rzeczywistości trwa i wydaje się byc procesem nieskończonym.

Nauka tak czy inaczej wydaje mi się procesem nieskończonym. Oczywiście to nie musi być prawdą, ale rozważania zaprowadziły mnie właśnie do takiego wniosku.

Cytuj:
Wyznawanie wiary tez nie jest wiara samą w sobie, bo gdyby tak było to nikt nie powinien np. bac się śmierci, to głoszenie zakłamanych teorii w celu podniesienia się na duchu i wsparcia marzeniem.

Ludzie mają nieodpartą chęć rytualizacji tego w co wierzą. Myślę, że bierze się to z powodu chęci zmaterializowania przekonań, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. W ten sposób mają poczucie, że wiara jest poparta fizycznym działaniem. To jest oczywiście absurdalne, ponieważ wszelkie formy rytualizacji nie mają nic wspólnego z rozwojem duchowym.
Podobnie zresztą jak religia. Religia (jakakolwiek) nakłada kajdany w postaci dogmatów, które w przypadku niezgodności rzeczywistości z dogmatem powodują odrzucenie rzeczywistości i trwanie w nieuzasadnionym przekonaniu. Paradoksalnie to co uznawane jest często za rozwój duchowy staje się duchową barierą poznawczą.
Wspomniany strach przed śmiercią też mnie dziwi. Ja nie jestem zwolennikiem wiary chrześcijańskiej, ale dziwi mnie że moment wstąpienia zmarłego do nieba ludzie świętują żałobą i płaczem. To stanowi w pewnym sensie zaprzeczenie tego w co wierzą.

Cytuj:
Nawet nasze uczucia są często wywołane fałszywymi emocjami i bywają niezwykle trudne w określeniu ich stałości, co wiąże się tez z ich prawdziwością bądź nie. Wszystko najbardziej wskazuje na świat iluzji niż na świat trwały, jedyny i prawdziwy.

Dokładnie to miałem na myśli. Uczucia nie stanowią dobrego wyznacznika tego co jest prawdziwe lub nie. Uczucia nas zwodzą. Potrafią nas pokierować w stronę rozwiązań które okażą się prawdziwe, ale tak samo mogą nas pokierować w złą stronę. Dopiero nasza zdolność rozumienia może coś przyjąć lub odrzucić.

Cytuj:
Karma itp. czy to nie jest teoria wynikła z zwykłej ludzkiej chęci oceny drugiego i zwykłej zazdrości i mściwości? Jedno przeczy drugiemu- dokładnie tak jak piszesz..Jeśli zaś nasze życie po prostu trwa w nieskończoności to prawdziwe dobro, sprawiedliwośc może byc zupełnie fizycznym procesem wynikłym z siły, braku sprzeczności w sobie, bo to może uszkadzac tą niezwykłą energię, tak samo jak wszystkie inne cechy uznane za złe, grzeszne, itd. i nic nie da się w tym procesie usprawiedliwic, oszukac ani przeskoczyc, każda bowiem myśl, czyn, emocja , uczucie może byc motorem napędzajacym to życie, źle dzieje się natomiast dlatego, ze musimy walczyc z innymi energiami, które nas również atakują i tracic te energie w tej drodze, że nie ma płynnego ich rozwoju..


Dość ciekawą rzecz wyczytałem jakiś czas temu. Mianowicie okazuje się, że rozwój moralny idzie w parze z rozwojem określonych połączeń w mózgu. To co postrzegamy jako dobre jest wynikiem ewolucji, czy też rozwoju naszego umysłu. Jako cywilizacja rozwijamy się teraz potwornie szybko, ponieważ stworzyliśmy najlepszy w historii ludzkości system wymiany informacji. To również przyczynia się do rozwoju duchowego, ponieważ zderzamy się z koncepcjami pochodzącymi z różnych źródeł i sami możemy weryfikować coś co kiedyś nawet nie byłoby dla nas dostępne.

Ten rok okaże się przełomowy. Jest tak wiele zapowiedzianych rewolucyjnych informacji, że ludzkość może zmienić swój sposób myślenia o świecie, podobnie jak zmienił się sposób myślenia po ogłoszeniu ogólnej teorii względności.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: czwartek, 6 sty 2011, 18:26
Sonia33
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
W drodze na księżyc
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Odpowiedż na post Henito Kisou.

Cyt:
„Rozwój duchowy to nie karma, lekcje karmiczne, odpowiedzialność za czyny ani potrzeba inkarnacji.”

W tym miejscu zgadzam się z Tobą, choć nie do końca. Jeśli pojęcie karma ograniczymy do; czyn i kara lub nagroda, bądż przyczyna i skutek, to masz rację. Tak samo uważam, że nie ma potrzeby reinkarnacji i że dusza inkarnuje wyłącznie z własnego wyboru. Jeśli chodzi o odpowiedzialność za swoje czyny, to uważam, że jest to jeden z elementów rozwoju duchowego (niekrzywdzenie). Gdybyś został bez zdania racji poddany np. torturom, to czy nie uważał byś, że jest to krzywdzenie oczywiście Ciebie, a nie Twego kata? Uważam, że każda dusza w którymś momencie istnienia (pomińmy to, że czas nie istnieje) pragnie doświadczyć wszystkiego tak w sferze czynów jak i skutków, bo przede wszystkim doświadczanie jest tym motorem napędowym do dalszego rozwoju i nieodłącznym elementem rozwoju.

Cyt:
„Nie istnieje żadna przyczyna ani skutek, to zwykłe myślenie dualne”

. Myślenie dualne jest nieodłączną cechą wszystkiego co jest, zwłaszcza w naszej ziemskiej gęstości. Niewiedziałbyś czym jest ciemność, gdybyś nie poznał światła, itp.itd. Jednym słowem nie byłbyś w stanie nadać znaczenia (subiektywnego) żadnej rzeczy, zdarzeniu, emocji ani myśli. Nie byłbyś też w stanie porozumieć się z innymi, bo jakbyś im przekazał co np. czujesz? Jak zatem mółbyś dokonywać jakichkolwiek wyborów, gdybyś nie wiedział czym jest to co wybierasz? Dualność umożliwia nadanie znaczenia temu czego dotyczy i z tą właściwością nabytą w poprzednich inkarnacjach juz się rodzimy.

Cyt:
„Jest tylko zmiana i działanie, samemu/samej określasz jaki to ma wywrzeć wpływ na ciebie.”

Czyżby? A więc to Ty określasz/decydujesz, że np. skok z 10 piętra nie spowoduje uszkodzenia Twojego ciała? To by było możliwe, gdybyś już umiał uniezależniać się od przyciągania ziemskiego. Teoretycznie jest to możliwe, ale w praktyce jeszcze w tym wcieleniu Ci się to prawdopodobnie nie uda. Toteż jeżeli zechcesz posiąść i tą w warunkach ziemskich umiejętność, to niestety będziesz MUSIAŁ podjąć decyzję o kolejnej inkarnacji i czy tylko jednej?

Cyt:
„Więc za co tu brać odpowiedzialność skoro nie ma kryterium wyceny, sensu, znaczenia takiej odpowiedzialności?”

Owszem, kryterium wyceny, sensu i znaczenia takiej odpowiedzialności jest w Tobie. Jest to tzw. głos sumienia, lub inaczej głos duszy, którą nota bene jesteś Ty sam. Napewno nie usłyszysz go jeśli Twoje duchowe uszy są zamknięte. Pytanie tylko z czym Ty się utożsamiasz, czy z duszą posiadającą ciało, czy z ciałem posiadającym duszę? Chociaż wielu twierdzi, że są duszą posiadającą ciało, ale w rzeczywistości czują się wyłącznie ciałem posiadającym m.in.mózg i pięć zmysłów. Tzw. głos sumienia nie ma nic do rzeczy z tzw. moralnością, bo kryteria moralne ustalane są przez ludzi i stale podlegają zmianom. Np. w średniowieczu moralne było uczestniczenie w paleniu tzw. heretyków na stosach (co za fun!). Tak, to była forma rozrywki, jak np. dzisiejszy cyrk. Dzisiaj takie coś uznawane jest za niemoralne.
Henito Kisou, Przekonania które Ty prezentujesz usprawiedliwiają i rozgrzeszają każdą zbrodnię jaka ma miejsce na tej planecie a to już bardzo niebezpieczna gra i jeśli ma to jakiś z czymś związek, to napewno nie z rozwojem duchowym, który moim zdaniem prezentujesz nie jako istota duchowa ale jako istota ludzka. Myślę, że podobne przekonania; bezkarność, brak odpowiedzialności – prezentowali znani światomi tyrani-zbrodniarze. W krytycznej chwili, np. powszechnego głodu, balabym sie znależć w pobliżu Ciebie.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: piątek, 7 sty 2011, 00:05
Sonia33
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
W drodze na księżyc
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Gayiari Hm. Nie wiem czy dobrze Cię zrozumialam? Jeśli chodzi o prawdę, to uważam, że ilu ludzi, tyle prawd i kazda prawda jest subiektywna. Racjonalny, logiczny umysł nie gwarantuje, że efekt postrzegania jest adekwatny do rzeczywistości.
Powołaleś się na (jako przyklad) miłość bezwarunkową, jako nie istniejącą, ponieważ „nie istnieje miłość bez podmiotu”. Oczywiście, że nie istnieje. Aby zaistniało jakiekolwiek uczucie/emocja to musi być i podmiot. Nienawiść też nie może zaistnieć bez podmiotu, a przecież nie dzielimy nienawiści na warunkową i bezwarunkową. Nienawiść i miłość po prostu istnieją i już. Dopiero to co z tego wynika/powstaje ma znaczenie , dobre, złe lub gdzieś tam pomiędzy, w zależności od tego, co kto uważa za zło, dobro itp. Zostawmy więc te uczucia w spokoju, bo ilu dyskutantów tyle opinii.

Przejdzżmy do karmy i reinkarnacji. Piszesz, cyt; „Podobna sytuacja wygląda w przypadku karmy i reinkarnacji. Oba pojęcia są ze sobą w sprzeczności”. Wg. klasycznego pojęcia karmy i reinkarnacji nie widzę tu żadnych sprzeczności. Jeśli karma miałaby być karą lub nagrodą za przeszłe uczynki , to nie inaczej musiałaby się realizować jak poprzez reinkarnację. Bez reinkarnacji prawo karmiczne nie mogłoby zaistnieć.Oczywiście, masz rację, że rozumienie karmy jako systemu kar i nagród nie mógłby spełniać swojego zadania, właśnie dlatego, że nie pamiętamy naszych poprzednich wcieleń. Jednakże po tamtej stronie życia odzyskujemy pamięć, doświadczyliśmy np. co odczuwa morderca, bo wlaśnie kogoś tam pozbawilismy życia, ale nie wiemy, co odczuwa ofiara i postanawiamy, że w następnym wcieleniu chcemy doświadczyć i tego. I na tym moim zdaniem mogłaby polegać tzw.karma. Uważam, że inkarnowanie w tzw.materii jaką jest naszy obecny wymiar dla nas jest przygodą i szkołą w której uczymy się tworzyć i doświadczać efektów swego tworzenia a dla Boga (umysłu-twórcy) jest to możliwość doświadczania tej rzeczywistości poprzez nas - boskich twórców.
Jeśli chodzi o sprawiedliwość, uważam, że sprawiedliwość, podobnie jak miłość, nienawiść, prawda jest też subiektywnym odczuciem i myślę, że nie ma nawet dwóch osób, które w temacie „sprawiedliwość” miałoby takie same zdanie.
Mówisz, że „Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć na pytanie: Kto lub, co określa czy coś jest dobre lub złe i na jakiej podstawie ?” Podobnie jak w przypadku prawdy, miłości itp. określenie dobra lub zła zależy od podmiotu którego dotyczy, a zatem jest subiektywne. Jednakże – chociaż nie można tu generalizować – jeśli przestrzegać będziemy zasady „Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe” to z pewnością zachowamy zasady sprawiedliwości.
Pytasz: „co określa że dana przyczyna wywoła dany skutek (nie chodzi mi o ludzkie postępowanie, tylko o to kto lub co decyduje o tym, że efekt mojego zachowania odczuje tak, a nie inaczej) i na jakiej podstawie podane rozwiązanie jest uznawane za prawdziwe.” Ktoś tam gdzieś twierdził, że wszystko co istnieje jest w stanie chaosu. A ja uważam, że jest dokładnie uporządkowane, co wcale nie oznacza, że akt tworzenia został zakończony. Oznacza to natomiast, że istnieją uniwersalne prawa, które utrzymują to wszystko w stanie doskonałego ładu i harmonii, w przeciwnym razie już dawno nic by nie istniało, a nawet nie zaistniało. I czy to się nam podoba czy nie musimy to zaakceptować i do tych uniwersalnych praw się stosować, po to abyśmy nie pozjadali się nawzajem i jako boscy-twórcy nadal mogli tworzyć na wszystkich poziomach energetycznych, we wszystkich wymiarach, tworząc nowe światy. Tylko najpierw musimy stać się mistrzami i to właśnie robimy.
Piszesz, że „...rozwój duchowy jest ściłe związany z wiedzą.
Wierzę, że jedyną formą rozwoju jest nauka i nieustająca weryfikacja tego co wiemy” A ja Ciebie pytam – gdzie? Tu czy tam? Rozwój duchowy to nie tylko wiedza (mędrca szkiełko i oko?). Wiedza bez praktyki jest martwa. Ponadto to co wiesz teraz i tutaj, w tym wcieleniu, jest niczym w porównaniu do tego co wiesz tam i gdy już porzucisz swój ziemski skafander, to zdziwisz się jak prymitywna była Twoja wiedza tutaj. Oczywiście, po tamtej stronie, też nie koniecznie posiądziesz wiedzę, ale to tylko od Ciebie będzie zależało.
Co do reszty Twojej wypowiedzi od zdania „Zarówno doświadczenie dobra jak i zła powoduje rozwój. Wyciąganie wniosków i analiza tego co nas spotyka, powoduje rozwój. Zamykanie się w jakiejś nieuzasadnionej koncepcji (typu wiara wyłącznie w dobro) jest jednocześnie zamknięciem się na część wiedzy. Bez tej części wiedzy dalszy rozwój jest moim zdaniem niemożliwy.” aż do końca Twojej wypowiedzi , to ja również się pod tym podpisuję.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: piątek, 7 sty 2011, 23:21
Majestic
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Orbita Czarnej Dziury
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Merytoryczna esencja tego ogromnego tematu brawo Szanowne Panie dodać można, ale nie ując. .
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: sobota, 8 sty 2011, 01:15
gayiari

reputacja neutralna
Na Księżycu
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Sonia33 napisał(a):
Gayiari Hm. Nie wiem czy dobrze Cię zrozumialam? Jeśli chodzi o prawdę, to uważam, że ilu ludzi, tyle prawd i kazda prawda jest subiektywna. Racjonalny, logiczny umysł nie gwarantuje, że efekt postrzegania jest adekwatny do rzeczywistości.

Tu nie mogę się zgodzić, chociaż uważam że mijamy się opiniach zaledwie o włos. Moim zdaniem prawda nie może być subiektywna. To z definicji wykluczałoby prawdę jako obiektywny wyznacznik rzeczywistości. Subiektywne natomiast może być postrzeganie prawdy. Przykładowo, gdy troje ludzi spogląda na walec. Jedna od spodu (widzi koło czyli podstawę), druga prostokąt( czyli bok walca ) i trzecia widzi walec patrząc z innej perspektywy. Wszyscy mają w pewnym sensie rację, ale prawda o obiekcie jest tylko jedna. Dochodzenie do prawdy może być rozumiane jako subiektywne, ale sama prawda nie podlega opinii osób.

Cytuj:
Powołaleś się na (jako przyklad) miłość bezwarunkową, jako nie istniejącą, ponieważ „nie istnieje miłość bez podmiotu”. Oczywiście, że nie istnieje. Aby zaistniało jakiekolwiek uczucie/emocja to musi być i podmiot. Nienawiść też nie może zaistnieć bez podmiotu, a przecież nie dzielimy nienawiści na warunkową i bezwarunkową.

Sprostuje tylko że nie uważam żeby istniała bezwarunkowa nienawiść czy miłość w tym znaczeniu w jakim podałem.
Cytuj:
Nienawiść i miłość po prostu istnieją i już.

Bardzo trzeba ostrożnie podchodzić do tego co piszesz. W tym przypadku zrozumiałe jest że wszyscy zgodzimy się co do tego, że te uczucia istnieją. Pytanie brzmi czy istnieją pojęcia absolutu nienawiści czy miłości. Jeśli istnieją, to trzeba sobie zadać to pytanie skąd mamy takie przypuszczenie i jak ewentualnie możemy rozumieć taką wyidealizowaną formę tych uczuć. Warto też zwrócić uwagę, że istnieje coś takiego jak gradacja uczuć. Kochamy i nienawidzimy mniej lub bardziej, więc trudno określić gdzie miłość właściwie się zaczyna, a gdzie kończy. Czy możemy jasno określić czy mamy do czynienia z zauroczeniem czy z miłością ? Po czasie pewnie tak, ale czy uczucia w danej chwili są obiektywne ?

Cytuj:
Dopiero to co z tego wynika/powstaje ma znaczenie , dobre, złe lub gdzieś tam pomiędzy, w zależności od tego, co kto uważa za zło, dobro itp. Zostawmy więc te uczucia w spokoju, bo ilu dyskutantów tyle opinii.

W pewnym sensie sama zauważasz tu subiektywność tego zjawiska. Nie ma sposobu na obiektywne ocenianie dobra, zła, miłości czy nienawiści. Niewątpliwie wiele się na ich podstawie uczymy, chociaż uważam że same w sobie właśnie przez tę subiektywność nie stanowią dobrego wyznacznika do określania co jest prawdziwe.

Cytuj:
Przejdzżmy do karmy i reinkarnacji. Piszesz, cyt; „Podobna sytuacja wygląda w przypadku karmy i reinkarnacji. Oba pojęcia są ze sobą w sprzeczności”. Wg. klasycznego pojęcia karmy i reinkarnacji nie widzę tu żadnych sprzeczności. Jeśli karma miałaby być karą lub nagrodą za przeszłe uczynki , to nie inaczej musiałaby się realizować jak poprzez reinkarnację. Bez reinkarnacji prawo karmiczne nie mogłoby zaistnieć.

Owszem, ale chodzi mi właśnie o to, że karma wymaga reinkarnacji, ale reinkarnacja nie wymaga karmy. Tak czy inaczej w obu przypadkach właściwie się domyślamy co jest prawdą. Sęk w tym, że nie udało mi się mimo szczerych chęci ustalić czy są jakiekolwiek dowody na jakikolwiek z przypadków. Może to być oczywiście kwestia osobistych przeżyć i w pełni takie doświadczenia szanuję, jednak mimo to, osobiste doświadczenia są istotne wyłącznie dla jednej konkretnej osoby i nie mogą stanowić o tym że ktoś inny powinien przyjmować te informacje jako prawdziwe.

Cytuj:
Oczywiście, masz rację, że rozumienie karmy jako systemu kar i nagród nie mógłby spełniać swojego zadania, właśnie dlatego, że nie pamiętamy naszych poprzednich wcieleń. Jednakże po tamtej stronie życia odzyskujemy pamięć, doświadczyliśmy np. co odczuwa morderca, bo wlaśnie kogoś tam pozbawilismy życia, ale nie wiemy, co odczuwa ofiara i postanawiamy, że w następnym wcieleniu chcemy doświadczyć i tego. I na tym moim zdaniem mogłaby polegać tzw.karma.

Przyznam, że rozważałem taki przypadek i niestety tutaj też mimo szczerych chęci nie mogę się zgodzić. Po pierwsze nie wiem skąd pewność że istnieje druga strona (ale pomińmy to). Po drugie jest tu sporo założeń (jak pamięć), które są przyjmowane z przekonaniem, ale bez uzasadnienia (to też pominiemy). Jeśli wybieramy (co wynika ze słowa "postanawiamy") nasze przyszłe życie, to znaczy że z góry ta lekcja jest w mniejszym lub większym stopniu określona w momencie narodzin. Jeśli rzeczywiście tak jest to w rezultacie jest to ograniczeniem wolnej woli. Jeśli bowiem to co nas spotyka ma być w jakikolwiek sposób ustalone, to najczęściej będzie wynikało ze splotów wydarzeń określonych przez decyzje innych ludzi. Abyśmy mogli doświadczyć czegoś z określoną pewnością (wynikającą z wyboru karmicznego), to również działania osób wywołujących te doświadczenia też musiałyby być z góry określone (przez nasz wybór karmiczny), co powoduje że nie byłyby wynikiem ich wolnej woli i co jednocześnie oznaczałoby, że nasze działania w stosunku do innych osób są też ograniczone przez tym razem ich wybór karmiczny. Tworzy się więc sieć zależności pomiędzy ludźmi, w której realność wolnej woli znika. Wolna wola istniałaby wyłącznie w czasie pomiędzy śmiercią i narodzinami. To jednak wyklucza sens jakiejkolwiek kary czy nagrody bo nasze działania muszą być w zgodzie z wyborami karmicznymi postronnych osób i nas samych. powstaje paradoks który prowadzi do logicznej sprzeczności, co prowadzi do wniosku że karma nie może w takim systemie istnieć bo sama się wyklucza. Nie można bowiem nagradzać, czy karać za coś do czego zostaliśmy zmuszeni przez wybór karmiczny i za coś co wymusił na nas wybór karmiczny innych osób.

Cytuj:
Uważam, że inkarnowanie w tzw.materii jaką jest naszy obecny wymiar dla nas jest przygodą i szkołą w której uczymy się tworzyć i doświadczać efektów swego tworzenia a dla Boga (umysłu-twórcy) jest to możliwość doświadczania tej rzeczywistości poprzez nas - boskich twórców.

Jest to nie ukrywam bardzo interesująca koncepcja, tylko nie rozumiem na jakiej podstawie są określane takie wnioski. Jeśli jest to sprawa osobistych doświadczeń to sprawę rozumiem i akceptuję jako prywatne zdanie, ale nie mogę się zgodzić, ponieważ jak wspomniałem wcześniej nie mam podobnych doświadczeń. Można oczywiście na ten temat dyskutować, ale tu też powstaje paradoks, ponieważ nie znajdzie się w ten sposób porozumienia w przypadku wniosków ze sprzecznych opinii. Jedna teoria określona przez osobiste doświadczenia może być w absolutnej sprzeczności z inną teorią, ale nie ma obiektywnego sposobu na ustalenie która z teorii jest prawdziwa. Obie natomiast mogą być nieprawdziwe. Jest to dla mnie zbyt niepewny grunt, ale akceptuję to że każdy ma prawo do własnej opinii.

Cytuj:

Jeśli chodzi o sprawiedliwość, uważam, że sprawiedliwość, podobnie jak miłość, nienawiść, prawda jest też subiektywnym odczuciem i myślę, że nie ma nawet dwóch osób, które w temacie „sprawiedliwość” miałoby takie same zdanie.
Tu się zgadzamy w stu procentach.

Cytuj:
Mówisz, że „Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć na pytanie: Kto lub, co określa czy coś jest dobre lub złe i na jakiej podstawie ?” Podobnie jak w przypadku prawdy, miłości itp. określenie dobra lub zła zależy od podmiotu którego dotyczy, a zatem jest subiektywne. Jednakże – chociaż nie można tu generalizować – jeśli przestrzegać będziemy zasady „Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe” to z pewnością zachowamy zasady sprawiedliwości.

W zasadzie tak. Historia ludzkości dla przykładu pozwalała jednak przez długi czas na niewolnictwo, zresztą za przyzwoleniem biblii. Dla nas jest to dziś niedopuszczalne, jednak wtedy było to moralnie zupełnie w porządku i nikt nie kwestionował sprawiedliwości takiego sposobu myślenia. Wraz z rozwojem cywilizacji zmieniła się koncepcja i zmieniła się etyka. W ten sposób moralność przybrała nowe doskonalsze barwy i jednocześnie zmieniła się koncepcja sprawiedliwości. Udoskonaliliśmy ją. Czy jest doskonała ? Wątpię i wątpię też czy istnieje pojęcie absolutnej sprawiedliwości. Zasada którą podałaś jest słuszna ale do chwili gdy interesy dwóch osób są w opozycji. Przykładem może być walka na morzu dwóch rozbitków o miejsce na pokładzie łodzi. Przetrwać może tylko jeden. Zaczyna się dylemat moralny i sprawiedliwość staje się mglista.

Cytuj:
Pytasz: „co określa że dana przyczyna wywoła dany skutek (nie chodzi mi o ludzkie postępowanie, tylko o to kto lub co decyduje o tym, że efekt mojego zachowania odczuje tak, a nie inaczej) i na jakiej podstawie podane rozwiązanie jest uznawane za prawdziwe.” Ktoś tam gdzieś twierdził, że wszystko co istnieje jest w stanie chaosu. A ja uważam, że jest dokładnie uporządkowane, co wcale nie oznacza, że akt tworzenia został zakończony.

No tak, ale na jakiej podstawie uważasz że istnieje porządek ? Może istnieć nieskończony chaos a my możemy być tylko aspektem chaosu (teoria chaosu nie wyklucza lokalnego porządku wewnątrz chaosu), może też być tak, że istnieje doskonała harmonia. Nie znam odpowiedzi na te pytania, więc zawsze mnie ciekawi nie tyle samo stwierdzenie jak jest, ale bardziej skąd takie stwierdzenie się bierze. To jest moim zdaniem dużo ważniejsze, bo daje nam możliwość nauki.

Cytuj:
Oznacza to natomiast, że istnieją uniwersalne prawa, które utrzymują to wszystko w stanie doskonałego ładu i harmonii, w przeciwnym razie już dawno nic by nie istniało, a nawet nie zaistniało.

Oj tutaj to dużo znaków zapytania. To stwierdzenie opierasz na tym co założyłaś wyżej, ale wynika tylko z założenia. Nie mamy pewności jak jest, a jednak zakładasz że tak musi być, co niekoniecznie musi być prawdą. Zgadzam się z tym, że doskonale uporządkowany świat wymagałby jakichś praw, sęk w tym, że nie wiemy czy jest doskonale uporządkowany. Nie mogę się jednak zgodzić z dalszą częścią wypowiedzi. Istnienie nie musi być wynikiem porządku. Chaos może zrodzić istnienie i prawdę mówiąc zasady chaosu bardzo często pojawiają się w naszym życiu. Nawet układ chmur jest zrodzony z chaosu, a niewątpliwie potrafimy zaakceptować istnienie kształtu chmur. To co jest prawdziwie filozoficznym pytaniem to pytanie czy chaos rodzi porządek, czy porządek chaos. Nie znamy na to ostatecznej odpowiedzi.

Cytuj:
I czy to się nam podoba czy nie musimy to zaakceptować i do tych uniwersalnych praw się stosować, po to abyśmy nie pozjadali się nawzajem i jako boscy-twórcy nadal mogli tworzyć na wszystkich poziomach energetycznych, we wszystkich wymiarach, tworząc nowe światy. Tylko najpierw musimy stać się mistrzami i to właśnie robimy.

Tego niestety również nie wiemy. Z pewnością musimy się dostosować do części praw, bo inaczej przestaniemy istnieć. Co do mistrza mamy ten problem, że to również jest określenie subiektywne. Dzisiejszy mistrz może być jutrzejszym uczniem i odwrotnie, dzisiejszy uczeń mógłby być mistrzem w przeszłości.

Cytuj:
Piszesz, że „...rozwój duchowy jest ściłe związany z wiedzą.
Wierzę, że jedyną formą rozwoju jest nauka i nieustająca weryfikacja tego co wiemy” A ja Ciebie pytam – gdzie? Tu czy tam? Rozwój duchowy to nie tylko wiedza (mędrca szkiełko i oko?).

Mnie zawsze ciekawie punkt widzenia innych osób więc chciałbym poznać również Twój. Czym jest rozwój duchowy według Ciebie ? Ja dla przykładu rozważałem długo jakie mam możliwości poznawcze. Mogę doświadczać różnych duchowych przeżyć. Część z nich może być prawdziwa, a część z nich może być tworem mojej wyobraźni. Moje pytanie brzmi co przyjmiesz za prawdę i czy na podstawie prawdy wybranej według tych kryteriów można rzeczywiście określić czy następuje rozwój duchowy ? Czy jest to rzeczywiście rozwój ? Na czym ten rozwój polega ?

Cytuj:
Wiedza bez praktyki jest martwa.

Nie wiem za bardzo jak to rozumieć. Wiedzę albo mamy albo ją dopiero zdobywamy. Jeśli ją mamy to znaczy, że praktykę mamy za sobą. Jeśli jej nie mamy to robimy coś aby ją poznać.

Cytuj:
Ponadto to co wiesz teraz i tutaj, w tym wcieleniu, jest niczym w porównaniu do tego co wiesz tam i gdy już porzucisz swój ziemski skafander, to zdziwisz się jak prymitywna była Twoja wiedza tutaj.

Ale właśnie sęk w tym że ja nie mam tej pewności i chcę zrozumieć skąd bierze się Twoja pewność że tak właśnie jest. Dla mnie pewne jest to co mogę poznać i sprawdzić. To są moje metody poznawcze, bo mogę jasno określić że właśnie taka (a nie inna) jest prawda. Może istnieje inne życie, ale póki co nie istnieje nic co by na to wskazywało.

Cytuj:
Oczywiście, po tamtej stronie, też nie koniecznie posiądziesz wiedzę, ale to tylko od Ciebie będzie zależało.

To jest obietnica i nie zaprzeczam, że kusząca, ale nie potrafię z morza nieskończoności wyłowić jedną jedyną prawdę i wierzyć że akurat to jest ostateczną odpowiedzią. Tym bardziej że nie mogę tego w żaden sposób sprawdzić.

Cytuj:
Co do reszty Twojej wypowiedzi od zdania „Zarówno doświadczenie dobra jak i zła powoduje rozwój. Wyciąganie wniosków i analiza tego co nas spotyka, powoduje rozwój. Zamykanie się w jakiejś nieuzasadnionej koncepcji (typu wiara wyłącznie w dobro) jest jednocześnie zamknięciem się na część wiedzy. Bez tej części wiedzy dalszy rozwój jest moim zdaniem niemożliwy.” aż do końca Twojej wypowiedzi , to ja również się pod tym podpisuję.

Cieszę się i pozdrawiam serdecznie.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: sobota, 8 sty 2011, 02:18
gayiari

reputacja neutralna
Na Księżycu
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Nuta napisał(a):
gayiari Chciałabym się odnieść do tych dwóch Twoich wypowiedzi,bo wydaje mi się,że chyba jesteś troszkę zbyt radykalny w swoich poglądach.

Witaj Nuto. Nie ukrywam, że to jest możliwe, w końcu nie ma człowieka, który by się nie mylił, ale nie przesądzajmy. :)
Cytuj:

Oczywiście,jeśli mówimy o miłości matki do dziecka,to jest oczywiste,że dziecko musi w tym układzie być.Miłość w ogóle wymaga warunku kochania czegoś,kogoś.Natomiast dla mnie miłość bezwarunkowa to jest taka,która wybacza wszystko,akceptuje każde zachowanie,nawet odrzucenie,krzywdząc nawet przez to kochaną istotę,powoduje w skrajnych przypadkach własne unicestwienie.No,ale nie ma sensu spierać się o definicje.

Nie, właśnie bardzo dobrze że to piszesz. To jak postrzegasz ten rodzaj miłości jest bardzo istotne bo daje mi lepsze zrozumienie twojego sposobu myślenia i jest właściwie niezbędne do tego, żebym mógł się odnieść. Podzielę to sobie na fragmenty:
a.) Miłość sama z siebie nie wybacza co prawda, ale jak rozumiem to był skrót myślowy, który miał oznaczać że osoba obdarzająca tym uczuciem potrafi wybaczyć wszystko. Czyli nie istnieją granice które ograniczałyby tę miłość z punktu widzenia krzywdy wyrządzonej osobie obdarzającej uczuciem.
b.) Akceptacja każdego zachowania. Jak rozumiem oznacza, to możliwość obdarzania uczuciem bez względu na zachowanie osoby obdarzanej.
c.) Może powodować unicestwienie.

Podzieliłem to na trzy sekcje ale jak rozumiem, tę definicję można poszerzać. Sęk w tym, że poszerzamy ją o kolejne warunki. Nazwa bezwarunkowa jest tutaj niefortunna bo w zasadzie nie pasuje od określenia, ale rozumiem ogólną koncepcję. Teraz pytanie brzmi, czy to ma być ostateczna forma rozwoju ? Ciekawi mnie tez jaki według Ciebie ma związek taka miłość ze szczęściem. Czy ścieżka podobnej definicji ale opozycyjnej nienawiści doprowadzi do braku rozwoju ? (Dlaczego?).

Cytuj:
Natomiast wg mnie jedyną formą rozwoju nie jest nauka .Nie wiem czy czytałeś moje posty dotyczące hipnozy regresyjnej,której się poddałam.W zasadzie żadna nauka tak naprawdę tego zjawiska nie wyjaśnia a nawet mu zaprzecza.

W pewnym sensie poznanie tego typu doświadczeń jest nauką. Ponownie to jest kwestia tego co uznamy za naukę. Ale podejrzewam że masz na myśli ściśle racjonalne podejście. Prawdą jest jednak, że nie wiemy wielu spraw, co nie oznacza, że upoważnia nas to do wyciągania nieuzasadnionych wniosków. Ostatecznie to co uznajemy za wiedzę określa nasz umysł. Nawet jeśli mamy do czynienia z osobistymi i niezrozumiałymi doświadczeniami, to nie koniecznie muszą one oznaczać, że mamy rację, albo że wnioski z nich płynące są uzasadnione. Trzeba być z tym bardzo ostrożnym, bo łatwo wpaść w pułapkę założeń.

Cytuj:
Zgadzam się natomiast z tym co napisałeś,że rozwój duchowy jest ściśle związany z wiedzą.Ale nie każdemu jest dane doświadczyć tego,co ja.A ja,niestety nie doświadczyłam wielu przeżyć w tak szerokim zakresie,w jakim są dostępne dla innych(np.OOBE).

Nie kwestionuję osobistych przeżyć jako środka do osiągnięcia prywatnej wiedzy. Ja tylko kwestionuję metody dochodzenia do prawdy poprzez akceptacje takich przeżyć przez innych. Bo wtedy nie są to już ich osobiste przeżycia. Sugerując się jednak osobistymi przeżyciami innych osób narażasz siebie i innych na to, że jeśli zaakceptujesz czyjeś błędne przekonanie (jako prawdziwe), to dalsza część twojego rozwoju, oparta o tę wiedzę będzie również nieprawdziwa. To by stanowiło raczej o podążaniu błędną ścieżką niż o rozwoju duchowym.

Cytuj:
Wiele zjawisk poruszanych na tym forum jest lekceważonych przez naukę(chociaż to się zmienia).Ale gdybym brała pod uwagę wyłącznie to,co podsuwa mi oficjalna nauka,nie powinnam również wierzyć w przeczucia,które mi się sprawdzają,w karty tarota,które zawsze mówią mi prawdę i tym podobne rzeczy.

Nie możesz winić nauki za precyzyjne metody. Tysiące lat upłynęły zanim człowiek nauczył się odróżniać to co prawdziwe od tego co nieprawdziwe. Dzięki temu istnieje nasza cywilizacja i co by nie mówić jest względnie stabilna właśnie z tego powodu. Nauka też nie wyklucza takich zjawisk i nigdy nie wykluczała. Nauka mówi po prostu: Jeśli twierdzisz że coś jest prawdziwe to udowodnij to. Jeśli można to zweryfikować to przestaje to być mitem a staje się faktem naukowym. To bardzo prosty ale skuteczny mechanizm. Sęk w tym, że przez te wszystkie lata nie pojawiły się nadnaturalne zjawiska, które nauka mogłaby zaakceptować, ponieważ nie ma na nie dowodów. Jeśli ktoś ma dowody, to z pewnością znajdzie się na pierwszych stronach wszystkich gazet świata.

Pozdrawiam serdecznie.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: sobota, 8 sty 2011, 16:00
HenitoKisou
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pluton
Ostatnio widziany(a):
wtorek, 13 lut 2018, 20:54
 
   
0
Sonia33 napisał(a):
W tym miejscu zgadzam się z Tobą, choć nie do końca. Jeśli pojęcie karma ograniczymy do; czyn i kara lub nagroda, bądż przyczyna i skutek, to masz rację. Tak samo uważam, że nie ma potrzeby reinkarnacji i że dusza inkarnuje wyłącznie z własnego wyboru. Jeśli chodzi o odpowiedzialność za swoje czyny, to uważam, że jest to jeden z elementów rozwoju duchowego (niekrzywdzenie). Gdybyś został bez zdania racji poddany np. torturom, to czy nie uważał byś, że jest to krzywdzenie oczywiście Ciebie, a nie Twego kata? Uważam, że każda dusza w którymś momencie istnienia (pomińmy to, że czas nie istnieje) pragnie doświadczyć wszystkiego tak w sferze czynów jak i skutków, bo przede wszystkim doświadczanie jest tym motorem napędowym do dalszego rozwoju i nieodłącznym elementem rozwoju.


Tak rola kata jak i ofiary może rozwijać przez doświadczenie wewnętrzne. Ale nie sam fakt chęci zabicia kogoś lub umierania w ten sposób jest rozwijające, a zetknięcie się z tym, przepuszczenie przez siebie energii tego zdarzenia, przeżycie tego. Rozwija wszystko co wpływa i zmienia, wzbogaca wewnętrznie i nie ma w tym żadnych ludzkich kryteriów moralnych. Poza tym mitem jest, że nie krzywdzenie jest elementem rozwoju. To jest bycie letnim, stanie w miejscu, obojętność, neutralność a nie pozytywna postawa.

Sonia33 napisał(a):
. Myślenie dualne jest nieodłączną cechą wszystkiego co jest, zwłaszcza w naszej ziemskiej gęstości. Niewiedziałbyś czym jest ciemność, gdybyś nie poznał światła, itp.itd. Jednym słowem nie byłbyś w stanie nadać znaczenia (subiektywnego) żadnej rzeczy, zdarzeniu, emocji ani myśli. Nie byłbyś też w stanie porozumieć się z innymi, bo jakbyś im przekazał co np. czujesz? Jak zatem mółbyś dokonywać jakichkolwiek wyborów, gdybyś nie wiedział czym jest to co wybierasz? Dualność umożliwia nadanie znaczenia temu czego dotyczy i z tą właściwością nabytą w poprzednich inkarnacjach juz się rodzimy.


Owszem, byłbym w stanie nadać znaczenie wszystkim tym rzeczom w ich naturalnej, asymetrycznej, niechronologicznej, abstrakcyjnej postaci bez przywiązywania wagi do ich formy. Byłyby dla mnie tym czym chce bez nazywania ich, bez całkowitego określania ich i nadawania znaczeń. Chłonąłbym ich substancję wewnętrzną w czystej postaci bez iluzji w jakiej siedzą, jaką się jawią. Dualność uniemożliwia nadawanie znaczenia i dokonywania wyborów. Białe albo czarne, dobre albo złe, nagroda i kara, lewo i prawo to nie są wybory, tylko to co przysłania, ogranicza, szatkuje prawdziwe znaczenie wyborów oraz nadanie im wolnego znaczenia. Inaczej mówiąc ogranicza możliwość świadomej decyzji polaryzując ją w danym kierunku i pozbawiając ją możliwości równoczesnego zaistnienia ich wszystkich. Nie rodzimy się z tym, ale zostaje to nam wpojone w materii.

Sonia33 napisał(a):
Czyżby? A więc to Ty określasz/decydujesz, że np. skok z 10 piętra nie spowoduje uszkodzenia Twojego ciała? To by było możliwe, gdybyś już umiał uniezależniać się od przyciągania ziemskiego. Teoretycznie jest to możliwe, ale w praktyce jeszcze w tym wcieleniu Ci się to prawdopodobnie nie uda. Toteż jeżeli zechcesz posiąść i tą w warunkach ziemskich umiejętność, to niestety będziesz MUSIAŁ podjąć decyzję o kolejnej inkarnacji i czy tylko jednej?


Paradoks polega na tym, że nic tak nie oczyszcza i nie rozwija czystego, niezależnego ducha jak iluzje. Są one więc potrzebne do samookreślania, samoświadomości. Warunki jakie tu panują to swoista symulacja życia, do której nasz umysł jest dostrojony, wpięty. Strojąc się do mniej godzi się na warunki i ograniczenia w niej zawarte, które sobie dobrowolnie narzuca. Więc to nie przyciąganie ziemskie w sensie praw fizyki, bo ich nie ma, tylko ty się na to decydujesz, współtworzysz i kontynuujesz, konstytuujesz oraz konsolidujesz rzeczywistość wokół siebie, wewnątrz siebie i poza nią. Myślę, że miarą istnienia jak mantra powinno być powiedzenie "wszystko mogę i niczego nie muszę". Jest to sama możliwość, która przejawia się, dzieje sama min. w świecie materii. Nie jest to coś odrębnego, więc podejmując się wyboru z puli tej możliwości dokonujemy wszystkich innych decyzji jednocześnie, godzimy się i działamy całością. Jako dusze, energie, jaźni, jesteśmy całostkowymi częściami dusz, energii, jaźni innych, całego świata duchowego. W tym sensie nie istniejemy tak do końca jako odrębne istoty, ale możemy uzgadniać między sobą co tylko chcemy i robić ze sobą co chcemy, bo wszystko jest dozwolone i nie istnieją żadne prawa poza naszym określeniem, które by to normowało. Tak więc z punktu widzenia ducha możemy gwałcić, mordować, krzywdzić bez konsekwencji i żadnej bezsensownej karmy - jeśli to na nas jakoś wpłynie, zmieni nas, jak również dawać życie, kreować, tworzyć. Ta sama siła która tworzy jest również destrukcją, wszystko zależy od natężenia.

Sonia33 napisał(a):
Owszem, kryterium wyceny, sensu i znaczenia takiej odpowiedzialności jest w Tobie. Jest to tzw. głos sumienia, lub inaczej głos duszy, którą nota bene jesteś Ty sam. Napewno nie usłyszysz go jeśli Twoje duchowe uszy są zamknięte. Pytanie tylko z czym Ty się utożsamiasz, czy z duszą posiadającą ciało, czy z ciałem posiadającym duszę? Chociaż wielu twierdzi, że są duszą posiadającą ciało, ale w rzeczywistości czują się wyłącznie ciałem posiadającym m.in.mózg i pięć zmysłów. Tzw. głos sumienia nie ma nic do rzeczy z tzw. moralnością, bo kryteria moralne ustalane są przez ludzi i stale podlegają zmianom. Np. w średniowieczu moralne było uczestniczenie w paleniu tzw. heretyków na stosach (co za fun!). Tak, to była forma rozrywki, jak np. dzisiejszy cyrk. Dzisiaj takie coś uznawane jest za niemoralne.


Głos sumienia to super ego, nabyte poczucie winy, watunkowane programy w podświadomości. Nie jest to głos sumienia, bo dusza jest daleko poza ludzkim pojomwaniem moralności, nie odczuwa więc potrzeby czegolowiek. Ale może chcieć, bo tak wybierze, może wybrać, bo tego będzie chciała doświadczyć. Głos duszy nie ma nic wspólnego ze sztucznym tworem, jakim jest sumienie. Nie ma tych rzeczy bezpośrednio we mnie. Jest pewien plan, pod który ustawiam zdarzenia, decyzje, wybory, ale one same z siebie są pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Mają sens jako całość życia, trwania, istnienia, z osobna nie ma żadnego z nich i nie ma też żadnego kryterium, które by o tym decydowało, jakie są i po co są. Tutaj jestem jednym i drugim. I ciałem i duszą. Całością na co się stanowi takie coś jak ja. Dokładnie, nie ktoś tylko coś, bo nie stanowi to żadnej osoby.

Sonia33 napisał(a):

Henito Kisou, Przekonania które Ty prezentujesz usprawiedliwiają i rozgrzeszają każdą zbrodnię jaka ma miejsce na tej planecie a to już bardzo niebezpieczna gra i jeśli ma to jakiś z czymś związek, to napewno nie z rozwojem duchowym, który moim zdaniem prezentujesz nie jako istota duchowa ale jako istota ludzka. Myślę, że podobne przekonania; bezkarność, brak odpowiedzialności – prezentowali znani światomi tyrani-zbrodniarze. W krytycznej chwili, np. powszechnego głodu, balabym sie znależć w pobliżu Ciebie.


Postawa która reprezentuję niczego nie rozgrzesza, nie usprawiedliwia. Mało tego, odsuwa pojęcie grzechu, winy, odpowiedzialności za swe czyny, które tak naprawdę własnymi nie są. Nie kieruje mną żadny ludzki etos moralny, ale duchowość jaką żyję. A ta nie jest żadnym wyobrażeniem o rozwoju duchowym, które mi właśnie opisujesz, tylko sama w sobie jest rozwojem, jest zmianą. Opisujesz wciąż duchowość przez ludzką, dualną moralność, a dusza nie kieruje się takimi motywami. To czym się kieruje wykracza poza moralną ocenę czynów i zachowań, dobra i zła ustaloną przez człowieka. Obawiałbym się moralnej osoby, myślącej dualnie, która ogranicza rozwój swój i innych przez sztuczne kryterium znaczeń, moralności, uwarunkowań. Bo zawsze u niej, u niego będzie coś na tak albo i nie zamiast po prostu być takim jakim jest i to takim spełniać, umożliwiać, realizować, urzeczywistniać.

Jeśli coś ma zaistnieć, to zaistnieje.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: sobota, 8 sty 2011, 16:59
Majestic
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Orbita Czarnej Dziury
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Cokolwiek by nie napisać i zdefiniować , to weryfikacja nastąpi po uwolnieniu duszy , zawsze będziemy lawirować na krawędzi ludzkiego ciała i ludzkiej duszy ,sensownym byłoby określenie się poza ciałem , dokładniej bez niego .I tylko wtedy jesteśmy świadomie na to spojrzeć , należy te wszystkie aspekty ,przełożyć już na stronę obserwatora swoich dokonań , bo zapewne kumulacja doświadczeń i energii przedkłada się na możliwość decyzji jakie podejmiemy , albo na jakie będzie nas stać .
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: sobota, 8 sty 2011, 17:43
Sonia33
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
W drodze na księżyc
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Gayiari, HenitoKisou być może zapędziłam się ustotunkowując do Waszych przekonań, tego, co wg. Was jest prawdą. Każdy ma prawo do swoich własnych przekonań, poglądów itp. Ja powinnam ograniczyć się jedynie do prezentowania moich, które dla mnie są prawdą, moją prawdą i nie muszą być niczyją inną. A czym wg. mnie jest prawda? Uważam, że prawdą jest to, co jednostka uzna za prawdę. Prawda jest opinią,postawą, przekonaniem.
Jednakże opinie różnych osób na jakiś temat będą odbiegały od siebie,
czasami w dużym stopniu, ponieważ zostały sformułowanew oparciu o indywidualne doświadczenia, porozumienia i nieporozumienia zgromadzone w duszy nie tylko w czasie tego życia, ale wszystkich poprzednich. Zatem jedna osoba może być zupełnie przekonana,że coś jest prawdą, a inna nie. One nie będą w stanie siebie zrozumieć, ponieważ sobą nie były i nie dysponują zestawem takich samych doświadczeń.
Czyja prawda jest prawdą? Obie. One obie są prawdziwie słuszne,
ponieważ każda wyraża prawdę opartą na doświadczeniu i zrozumieniu,
które zostało osiągnięte, ale jeżeli ktoś uważa swoją prawdę za jedyną, jaka istnieje, jego zrozumienie jest ograniczone.
Każdy zaakceptuje i stworzy różne prawdy, które w zgodzie z jego własnymi doświadczeniami, pragnieniami i w celu spełnienia własnego „ja", są potrzebne na drodze do ewolucji w mądrość.
Aby to osiągnąć, będzie szukał źródeł prawdy, które potwierdzają to, w co chce wierzyć. Tak więc będziemy mieli tyle zestawów prawd, ile istot zamieszkuje tę płaszczyznę egzystencji, ponieważ każdy posiada wolę, prawo i potrzebę, aby stworzyć prawdę inaczej.
Każdy nieustannie rozwija swoją zdolność rozumienia, aby móc
otworzyć się na coraz bardziej nieograniczoną prawdę. A jakiekolwiek
jest jej zrozumienie w takim czy innym momencie, to jest prawda
taka, jaką on widzi i jaką zna.
Każdy rozwija wiedzę, tylko do takiego stopnia, do jakiego potrafi, pragnie i pozwala sobie ją rozwinąć. Tylko w swojej duszy wiemy, jakie doświadczenie jest nam potrzebne, aby osiągnąć własne spełnienie. Tylko my możemy
zadeklarować swoją własną prawdę, ponieważ prawda jest wybrana
i ustanowiona wyłącznie przez nas. Ta prawda nie zostanie odkryta
przez naukowe czy intelektualne zrozumienie, ale raczej przez zrozumienie
emocjonalne, ponieważ prawda jest emocją, przeczuciem, ona nie jest intelektualna. Znać własną prawdę to wiedzieć, co odczuwamy jako prawdę.
Nic nie może być potwierdzone przez to, co nazywamy dowodami, ponieważ ulegają one zmianie w miarę rozwoju i przeobrażeń w ludzkiej świadomości. Wszystko jest domniemaniem, ponieważ rzeczywistość znajduje się w nieustannym procesie ewolucji oraz kreacji za pośrednictwem myśli i emocji.
W cokolwiek zdecydujemy się uwierzyć, tak też będzie.. Nasza dusza wie, co jest prawdą i przekaże nam to za pośrednictwem emocji. Prawda jest jednak ograniczeniem. Uznanie czegokolwiek za prawdę wskazuje, że istnieje nieprawda, ale w szerszym rozumieniu nie istnieje ani prawda ani nieprawda, istnieje tylko kontinuum ewoluującego życia. Życie jest jedyną rzeczywistością i z niego wyłaniają się wszystkie prawdy, ponieważ prawda rozwija się i jest tworzona w każdym momencie, z każdą naszą myślą. W jednej chwili możemy zmienić zdanie i myśleć inaczej, ale obie myśli będą prawdą i będzie ona absolutna tak , jak długo będziemy przy niej obstawać. W momencie kiedy przestaniemy ją uznawać, straci swoją realność.
W tym kontekście uważam, że dalsza polemika, w tym temacie nie wprowadzi nic nowego. Pozostańmy zatem przy swoich poglądach i przekonaniach, swoich prawdach i nie podważajmy cudzych.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: czwartek, 13 sty 2011, 21:37
gayiari

reputacja neutralna
Na Księżycu
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Sonia33 napisał(a):
Gayiari, HenitoKisou być może zapędziłam się ustotunkowując do Waszych przekonań, tego, co wg. Was jest prawdą. Każdy ma prawo do swoich własnych przekonań, poglądów itp. Ja powinnam ograniczyć się jedynie do prezentowania moich, które dla mnie są prawdą, moją prawdą i nie muszą być niczyją inną. A czym wg. mnie jest prawda? Uważam, że prawdą jest to, co jednostka uzna za prawdę. Prawda jest opinią,postawą, przekonaniem.

Moim zdaniem, istnieje coś co można określić obiektywną prawdą, jest to ten rodzaj prawdy, który możemy przedstawić jasno drugiemu człowiekowi i co on na podstawie dowodów i argumentów będzie wstanie zaakceptować bez udziału wiary. Coś co opisywane jest regułą, którą można sprawdzić w przypadku wątpliwości. Co do własnej opinii to oczywiście każdy ma prawo. Nie chcę żeby ktoś kolejny raz zarzucał mi brak wyrozumiałości. Ja o tyle te sprawy rozumiem, że mam ten sam dylemat w przypadku zjawiska UFO, które sam doświadczyłem. Natomiast staram się ograniczać w wyciąganiu wniosków i np jestem po stronie nauki że zjawisko UFO nie istnieje. Dopóki nie będziemy mieli jasnych weryfikowalnych dowodów powstrzymuje się od stwierdzenia że to fakt. Dla mnie to może i jest fakt, ale inni ludzie nie powinni mi ufać na słowo.

Cytuj:
Jednakże opinie różnych osób na jakiś temat będą odbiegały od siebie,
czasami w dużym stopniu, ponieważ zostały sformułowanew oparciu o indywidualne doświadczenia, porozumienia i nieporozumienia zgromadzone w duszy nie tylko w czasie tego życia, ale wszystkich poprzednich. Zatem jedna osoba może być zupełnie przekonana,że coś jest prawdą, a inna nie. One nie będą w stanie siebie zrozumieć, ponieważ sobą nie były i nie dysponują zestawem takich samych doświadczeń.
Czyja prawda jest prawdą? Obie. One obie są prawdziwie słuszne,
ponieważ każda wyraża prawdę opartą na doświadczeniu i zrozumieniu,
które zostało osiągnięte, ale jeżeli ktoś uważa swoją prawdę za jedyną, jaka istnieje, jego zrozumienie jest ograniczone.

No nie będę się sprzeczał ;).

Cytuj:
Każdy zaakceptuje i stworzy różne prawdy, które w zgodzie z jego własnymi doświadczeniami, pragnieniami i w celu spełnienia własnego „ja", są potrzebne na drodze do ewolucji w mądrość.
Aby to osiągnąć, będzie szukał źródeł prawdy, które potwierdzają to, w co chce wierzyć. Tak więc będziemy mieli tyle zestawów prawd, ile istot zamieszkuje tę płaszczyznę egzystencji, ponieważ każdy posiada wolę, prawo i potrzebę, aby stworzyć prawdę inaczej.

Istnieje wiele różnych teorii na ten temat. Możesz mieć 100% racji i ja tego nie kwestionuję, ale chodzi mi o to, że nie mogę zaakceptować tego jako prawdy, bez tego czegoś co powinno mnie przekonać, bo czyjaś prawda nie będzie moją prawdą, więc nie może być tym "czymś" czym ktoś będzie chciał mnie przekonać.

Cytuj:
Każdy nieustannie rozwija swoją zdolność rozumienia, aby móc
otworzyć się na coraz bardziej nieograniczoną prawdę. A jakiekolwiek
jest jej zrozumienie w takim czy innym momencie, to jest prawda
taka, jaką on widzi i jaką zna.

Zgadzam się, w mojej opinii odrzucam wszystko czego nie mogę zweryfikować.

Cytuj:
Każdy rozwija wiedzę, tylko do takiego stopnia, do jakiego potrafi, pragnie i pozwala sobie ją rozwinąć. Tylko w swojej duszy wiemy, jakie doświadczenie jest nam potrzebne, aby osiągnąć własne spełnienie. Tylko my możemy
zadeklarować swoją własną prawdę, ponieważ prawda jest wybrana
i ustanowiona wyłącznie przez nas. Ta prawda nie zostanie odkryta
przez naukowe czy intelektualne zrozumienie, ale raczej przez zrozumienie
emocjonalne, ponieważ prawda jest emocją, przeczuciem, ona nie jest intelektualna. Znać własną prawdę to wiedzieć, co odczuwamy jako prawdę.

Nie jesteśmy zgodni w tej kwestii, ale w tym przypadku to kwestia opinii, a opinia bywa niezmienna więc nie ma sensu dyskutować.

Cytuj:
Nic nie może być potwierdzone przez to, co nazywamy dowodami, ponieważ ulegają one zmianie w miarę rozwoju i przeobrażeń w ludzkiej świadomości. Wszystko jest domniemaniem, ponieważ rzeczywistość znajduje się w nieustannym procesie ewolucji oraz kreacji za pośrednictwem myśli i emocji.

Tu również się nie zgodzę. Mimo że nasze zdolności poznawcze nie są doskonałe, to jednak dzięki nim mamy taką cywilizację jaką mamy. To jest jedyne narzędzie poznawcze jakie znamy. Jeśli ma być precyzyjne to musimy udoskonalać nasze metody dochodzenia do tego co wspólnie uznajemy za prawdę. Można to oczywiście potraktować jako moją prywatną opinię.

Cytuj:
W cokolwiek zdecydujemy się uwierzyć, tak też będzie.. Nasza dusza wie, co jest prawdą i przekaże nam to za pośrednictwem emocji. Prawda jest jednak ograniczeniem. Uznanie czegokolwiek za prawdę wskazuje, że istnieje nieprawda, ale w szerszym rozumieniu nie istnieje ani prawda ani nieprawda, istnieje tylko kontinuum ewoluującego życia. Życie jest jedyną rzeczywistością i z niego wyłaniają się wszystkie prawdy, ponieważ prawda rozwija się i jest tworzona w każdym momencie, z każdą naszą myślą. W jednej chwili możemy zmienić zdanie i myśleć inaczej, ale obie myśli będą prawdą i będzie ona absolutna tak , jak długo będziemy przy niej obstawać. W momencie kiedy przestaniemy ją uznawać, straci swoją realność.
W tym kontekście uważam, że dalsza polemika, w tym temacie nie wprowadzi nic nowego. Pozostańmy zatem przy swoich poglądach i przekonaniach, swoich prawdach i nie podważajmy cudzych.

Też tak myślę i wycofuje się z dalszych dyskusji w tym dziale, bo zamiast rzeczowej rozmowy zaczynają się ataki na mnie.

Pozdrawiam.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: piątek, 14 sty 2011, 19:30
danuta

reputacja neutralna
Zwiedza Czerwoną Planetę
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Sonia33- nie mozna uznac za prawdę tego co podaje jednostka. To właśnie stąd rodzą się kłótnie i ataki na innych. Nie ma czegos takiego-"moja prawda, jego prawda"- jedynie moze paśc odpowiedź "tys prowda", albo wiesz jaka.."g.... .." :)...Oczywiście, że takie prawdy to tylko jednostkowe opinie, a nie zas to do czego dążymy, czyli czekamy i szukamy, aby okazało się to co Nią jest..Prawda też nie jest opinią, a jedynie przyjęciem przez opinię czegoś za taką...
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: piątek, 14 sty 2011, 19:45
Majestic
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Orbita Czarnej Dziury
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Istotnym jest aby jednostka miała prawo wypowiedzi , a kwestie sporne jednostek , powinno rozstrzygać właśnie forum , albo grupa opiniotwórcza , biegli w temacie , ale to i tak nie będzie ostateczne .
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: niedziela, 4 gru 2011, 13:55
PiotrMati

reputacja neutralna
Astronauta
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Świat duchów

Świat duchów jest miejscem pośrednim,czyli stanem pośrednim między niebem i piekłem.
Do tego miejsca lub stanu człowiek najpierw przychodzi po śmierci ciała fizycznego.
Potem po upływie czasu stosownie do swego życia na ziemi podnoszony jest albo do nieba,
albo wrzucany do piekła. Piekła są niżej świata duchów,a nieba wyżej.

Człowiek jak długo się znajduje w świecie duchów,nie jest jeszcze ani w niebie ani w piekle.

Stanem nieba u człowieka jest połączenie się w nim dobra i prawdy.
Stanem piekła u człowieka jest połączenie się w nim zła i fałszu.

Kiedy u człowieka-ducha połączone jest zło z fałszem wtedy przychodzi on do piekła. Ponieważ to połączenie stanowi piekło u niego. To połączenie odbywa się w świecie duchów. Ponieważ wtedy
człowiek znajduje się w stanie pośrednim.

Połączenie się rozumu i woli,czy też połączenie się prawdy i dobra znaczy to samo. Człowiek
posiada rozum,posiada także wolę.

Rozum przyjmuje prawdy i kształtuje się na ich podstawie.
Wola przyjmuje dobra i kształtuje się na nich. Z tej to przyczyny cokolwiek człowiek rozumie
stąd i myśli,to nazywa prawdą. A czegokolwiek człowiek pragnie i myśli o tym,to nazywa dobrem.

Człowiek może myśleć według rozumu i stąd pojmować,że to jest prawdą i że jest dobrem.
Zawsze jednak nie myśli on tego według woli,chyba,że chce tego i czyni to.
Gdy chce tego,a wedle chcenia także to czyni,wtedy ono jest zarówno w rozumie,jak i w woli,
a zatem w człowieku.

Sam rozum nie stanowi człowieka,ani też sama wola. Lecz rozum i wola razem stanowią
człowieka.
Dlatego to,co jest w obydwóch,to też jest w człowieku i jest mu przywłaszczone.

Co tylko jest w rozumie,to wprawdzie jest w człowieku,ale nie w nim. Jest bowiem tylko
własnością jego pamięci i własnością wiadomości w pamięci. O której może myśleć,gdy nie jest
w sobie,lecz na zewnątrz z innymi. A zatem,o której może rozmawiać i rozumować,a również
stosownie ,do której może udawać uczucia i prawdy.

Ta okoliczność,że człowiek może myśleć według rozumu,a nie równocześnie według woli,
ustanowiona jest w tym celu,aby człowiek mógł się odnowić.
Albowiem człowiek odnawia się przez prawdy,a prawdy należą do rozumu.

Człowiek bowiem rodzi się z wszelkim złem co do woli. Dlatego sam z siebie dla nikogo dobra nie pragnie,lecz tylko dla siebie samego. A kto tylko dla siebie dobra pragnie,cieszy się z powodu
siebie. Pragnie bowiem skierować dobra wszystkich innych ku sobie. Bądź to są zaszczyty,
bądź bogactwa i o ile jest w stanie to czynić,o tyle cieszy się w sobie.

W celu,aby ta właściwość woli została naprawiona i odnowiona dana jest człowiekowi sposobność
rozumienia prawd i powściągania za ich pomocą złych uczuć,które ze zła płyną

Stąd to pochodzi,że człowiek może według rozumu obejmować myślą prawdy i również w mowie
je przedstawiać i czynić.

Zawsze jednak nie może ich myślą obejmować według woli wcześniej,nim zostanie taki,aby sam
z siebie,to jest od serca chciał ich i czynił je.

Kiedy człowiek jest taki,wtedy to,co myśli według rozumu jest własnością jego wiary,a co myśli
wedle woli jest własnością jego miłości. Dlatego łączy się wtedy u niego wiara i miłość,jak się
,łączy rozum i wola.

O ile więc prawdy,które należą do rozumu,połączone są z dobrami,które należą do woli,a więc
o ile człowiek pragnie prawd i stąd czyni takowe,o tyle niebo ma w sobie. Ponieważ połączenie się
dobra i prawdy jest niebem.

O ile zaś fałsze,które należą do rozumu,połączone są ze złem,które należy do woli,o tyle człowiek
posiada w sobie piekło. Ponieważ połączenie się fałszu i zła jest piekłem.

Natomiast o ile prawdy,które należą do rozumu nie są połączone z dobrami,które należą do woli,o tyle człowiek znajduje się w stanie aby mógł znać prawdy. I według znajomości i rozumu obejmował je myślą. I albo wiele czynił według nich,albo mało,albo też nic. Lub też przeciw
nim czynił z miłości zła,a stąd z wiary w fałsz.

Dlatego to,aby mógł posiadać albo niebo,albo piekło,najpierw po śmierci zaprowadzany jest do
świata duchów i tam odbywa się połączenie dobra i prawdy,dla tych,którzy mają być wyniesieni
do nieba. I połączenie fałszu i zła dla tych,którzy mają być wtrąceni do piekła.

Albowiem nie wolno nikomu w niebie ani w piekle posiadać rozdzielnego umysłu. Mianowicie
co innego rozumieć,a co innego chcieć. Lecz czego chce,to będzie rozumiał,a co rozumie ,tego
będzie chciał.

Dlatego ten w niebie,kto chce dobra,będzie rozumiał prawdę.
A w piekle,kto chce zła,będzie rozumiał fałsz.

I stąd od dobrych oddalane są fałsze,a daje im się prawdy odpowiednie i zgodne z ich dobrem.
Zaś od złych oddalane są prawdy i daje im się fałsze odpowiednie i zgodne z ich złem.

W świecie duchów jest niezmierna ilość istot,ponieważ tam jest pierwsze zebranie się wszystkich
i tam wszyscy są badani i przygotowywani. Nie ma stale określonego czasu tamtejszego ich
pobytu. Niektórzy wstępują doń tylko i natychmiast unoszeni zostają do nieba,albo strącani
do piekła. Niektórzy pozostają tam przez parę tygodni. Niektórzy przez kilka lat,ale nie ponad
trzydzieści lat. Rozmaitość trwania pobytu powstaje ze zgodności i niezgodności wnętrza i zewnętrza człowieka.

Jak tylko ludzie po śmierci przychodzą do świata duchów,rozróżniani zostają jak należy przez Pana.

Źli natychmiast są przyłączani do tego społeczeństwa piekielnego,w którym się znajdowali na świecie,ze względu na panującą miłość.
A dobrzy natychmiast są przyłączani do tego społeczeństwa niebieskiego,w którym również byli na świecie ze względu na miłość Boga,miłość bliźniego i wiarę.

Mimo to,że są tak rozróżniani,schodzą się razem w onym świecie i rozmawiają ze sobą,kiedy
tego pragną. Wszyscy,co w życiu ciała byli znajomymi,przyjaciółmi,głównie żony i mężowie,
a także bracia i siostry. Ponieważ jednak za życia na świecie różnili się między sobą duchem
to po krótkim czasie zostają rozłączeni.

Ci natomiast,którzy ze świata duchów przychodzą do nieba i ci, co do piekła,już się potem więcej nie widują,ani nie znają,Chyba tylko gdy są podobnego ducha z podobnej miłości.

Przyczyną tego,że się widzą w świecie duchów,nie zaś w niebie ani w piekle jest to,że ci co się
znajdują w świecie duchów unoszeni są do podobnych stanów,które posiadali za życia ciała,od jednego do drugiego. Później zaś przyprowadzani są wszyscy do stanu stałego,podobnego do
stanu panującej w nich miłości. W którym jeden drugiego poznaje jedynie przez podobieństwa
miłości. Albowiem podobieństwo łączy,a niepodobieństwo rozłącza.

Świat duchów,podobnie jak jest stanem pośrednim między niebem i piekłem u człowieka. Tak też
jest miejscem pośrednim,,niżej znajdują się piekła,a wyżej są niebiosa.

Wszystkie piekła zamknięte są od strony tego świata. Rozwarte są tylko przez dziury i szczeliny
jakby skał i poprzeczne otwory,które są strzeżone,aby nikt nie wychodził jak tylko za pozwoleniem.
Co też się dzieje,przy jakiejś niezbędnej potrzebie.

Niebo także jest ogrodzone ze wszystkich stron i żadna droga do żadnego społeczeństwa nie
stoi otworem. Prócz wąskiej drożyny,do której wstęp także jest strzeżony.

Owe te wyjścia i wejścia w Słowie nazywają się bramami i wyjściami piekła i nieba.
Świat duchów wydaje się jak dolina między górami i skałami,tu i ówdzie zagięta i podniesiona.

Bram i ujść wiodących do społeczeństw niebieskich nie widać. Widoczne są one tylko dla tych,
którzy przygotowani są do nieba,inni nie znajdują ich.

Ze świata duchów do każdego społeczeństwa niebieskiego prowadzi jedno wejście,za którym
leży jedna droga,która jednak podnosząc się rozgałęzia się na kilka.

Bramy i ujścia wiodące do piekieł również są niewidoczne wyjąwszy tych,którzy doń wejść mają.

I dla których wtedy otwierają się,a po ich otwarciu pokazują się jaskinie ciemne i dymiące.
Ukosem nakierowane w głąb na dół,gdzie również jest kilka wyjść. Z tych jaskiń dobywają się
czarne kłęby dymu,spalenizny i smrody,od których dobre duchy uciekają ponieważ czują do nich
wstręt. Zaś złe duchy ich pożądają,ponieważ rozkosz w nich budzą

Jako bowiem,kto na świecie upajał się swoim złem,tak też i po śmierci upaja się smrodem,
któremu zło jego odpowiada.

Pod tym względem można ich porównać z ptakami i drapieżnymi zwierzętami,jak na przykład
z krukami,wilkami,hienami,które przylatują i przybiegają do padlin i zgnilizn kierując się
zapachem.

Duch piekielny głośno wykrzykuje jakby z wewnętrznego udręczenia gdy go uderza woń wypływająca z nieba. Jest spokojny i wesoły,gdy uderza go smród wychodzący z piekła

Istnieją też u każdego człowieka dwie bramy,z których jedna stoi otworem do piekła i otwarta jest
dla złego i płynących stąd fałszów. Druga stoi otworem do nieba i otwarta jest dla dóbr i płynących
stąd prawd.

Brama piekielna jest otwarta u tych,którzy trwają w złu,a stąd w fałszu i tylko przez szpary
z góry wpływa nieco światła z nieba,za którego to wpływu pomocą człowiek jest w stanie
myśleć,rozumować i mówić.
Brama zaś niebieska otwarta jest u tych,którzy trwają w dobru,a stąd w prawdzie.

Istnieją bowiem dwie drogi,które prowadzą do rozumowego umysłu człowieka. Droga wyższa,
czyli wewnętrzna,przez,którą wchodzi dobro i prawda od Pana. Droga niższa,czyli zewnętrzna,
przez,którą wślizguje się zło i fałsz od piekła.

Sam umysł rozumny znajduje się w środku i do niego to zdążają drogi.

Stąd ile światła dopuszcza się z nieba,tyle człowiek jest rozsądny. Ile go się zaś nie dopuszcza,tyle nie jest rozsądny,jakkolwiekby sam sobie się wydawał.

Umysł człowieka rozumowy,podczas gdy trwa w kształtowaniu się odpowiada światu duchów.
To co nad nim jest odpowiada niebu.
To co pod nim jest odpowiada piekłu.

To co się nad nim znajduje,otwiera się,,a to co pod nim,zamyka dla wpływu zła i fałszu u tych,
którzy są przygotowywani do nieba.

Natomiast to,co pod nim się znajduje,otwiera się,a co nad nim zamyka się dla wpływu dobra
i prawdy u tych,którzy są przygotowywani do piekła.

Dlatego ci nie mogą inaczej spoglądać,jak tylko niżej siebie,to jest na piekło.
A tamci nie inaczej,jak wyżej siebie,to jest do nieba.

Spoglądać wyżej siebie znaczy spoglądać na Pana. Ponieważ On jest wspólnym środkiem,ku
któremu spoglądają wszystkie niebieskie przedmioty.

Zaś spoglądać niżej siebie znaczy spoglądać w tył od Pana,ku środkowi przeciwnemu,
ku któremu spoglądają i zwracają się wszystkie przedmioty piekła.

Boskie i sprawiedliwe prawo,czyli Pan,panuje nad całym Wszechświatem.

Prawo jest Panem,gdyż jest jedno prawo,jeden Pan dla całej ustalonej działalności umysłu.

Doskonałe prawo-Pan w działaniu.
Re: Życie po śmierci, czy trwanie w nieskończoności? Napisane: niedziela, 7 lut 2016, 11:09
Mistyk
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Doświadczony Astronauta
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Heruur napisał(a):
W mojej ocenie trzeba wyjść od:
nicość <-> jakieś życie po śmierci
50% <-> 50%

A dopiero potem można rozważać dalsze podziały życie po śmierci czy nieskończoność, bo one zawierają się w tym bycie.
W mojej ocenie albo reinkarnacja albo ascendencja w ów bycie jest możliwa. Choć nicość jest dość ponura, to jednak nie możemy jej wykluczyć.
problem polega na tym że ludzie niby biorą 50/50 jednak nie dopuszczają do siebie myśli że śmierć jest końcem,czy jest końcem nie wiem,ale gdyby była to byłoby chore
Strona 5 z 5 [ Posty: 143 ]

*< 1 2 3 4 5
Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku  

POKŁAD KAJUT TEMATYCZNYCH Życie po Śmierci

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników
Skocz do:  
Szukaj:
Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg


wysyłanie...czekaj...


Powered by phpBB © 2002, 2006 phpBB Group
upgraded by szczyglis /2017/ v. 3.13 | 22.12.2017 [ Dziennik zmian ]
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Strefa czasowa: UTC + 1
[ Time : 3.337s | 36 Queries | GZIP : Off ]